Walczymy z infekcją ucha-trzecią już w ostatnim półroczu. Czas świętowania upłynął więc pod znakiem nieprzespanych nocy i marudzenia Pimporaka. Dziś trafiliśmy wreszcie do laryngologa. Siedzimy sobie w poczekalni, rysujemy przy małym stoliczku, młody odkrywa frajdę temperowania kredek. Nie przeszkadza mu także robić to samo z pisakami. Czas płynie więc leniwie w oczekiwaniu na naszą kolej. Co chwilę wchodzą nowi pacjenci, wszyscy lekko znieciepliwieni -ot koniec świąt, czas po mału do roboty. Nic fajnego. Nagle stukot obcasików zwraca uwagę wszystkich i nie ma już ani kobiety ani mężczyzny, którzy by nie spojrzeli w tę stronę. Oczom ich ukazał się widok niecodzienny.
Kobieta. Czarna mini, niebotycznie wysokie szpilki, włos rozpuszczony, świeżo ufarbowany na głęboką czerń. Twarz z daleka trzydziestoletnia z bliska pod pięćdziesiątkę, z ustami szczelnie wypełnionymi botoksem. Policzki normalnie pewnie wykazałyby lekkie zwiotczenie mięśni, ale tym razem ich właścicielka powiedziala naturze stanowcze: NIE. W ich miejscach pojawiły sie tzw. (jak to mówi mój kolega) pompony. Podobne ma teraz większość "gwiazd" rodzimych i nie tylko. Usuwają zmarszczki, ale twarz staje się niemal nieruchoma i podobna do setek innych poddanych skalpelowi. Makijaż do tego sylwestrowy, aż prawie spojrzałam na kalendarz zaniepokojona, ale upewniłam się szybko, że jeszcze jest czas do 31 grudnia. Kobieta ta, która przykuła uwagę wszystkich swą groteskową postacią, wyciągniętą niczym z komiksu, nagle zniknęła.
Znowu czas zaczął leniwie płynąć w oczekiwaniu na badanie. Uff, nareszcie nasza kolej. Wchodzimy do gabinetu. I nagle konsternacja. Patrzymy na siebie z Kombajnem i już prawie się wycofujemy, ale Młody śmiało wkracza a my niepewnie za nim. W środku odziana w skąpy biały kitelek czeka na nas Pani Groteska. Jak się okazuje Doktor Groteska. Spod fartucha wyłania się naszym oczom koronkowy gorsecik a z niego mocno opalone piersi, które (widać wyraźnie) były już nie raz ratowane z opresji upływającego czasu.
I dalej muszę przyznać, że to ja powinnam bić się w swoją pierś (dotychczas nieratowaną) za ocenianie zbyt szybko i łatwo ludzi, ponieważ Pani Doktor Groteska okazała się przemiła i bardzo kompetentna, zbadała Młodego fachowo, nawiązując z nim fajny kontakt. Po internetowym "przewertowaniu" wszelkich rankingów lekarzy, dowiedziałam się, że ma bardzo wysokie noty. Głupio tak łatwo szufladkować, co?
Obiecuję, że jak tylko Młodemu się polepszy przemianuję ją na Doktor Profeskę. Taka mała pokuta.O.
środa, 28 grudnia 2011, mufiaczek1