W ramach walki z wypaczeniami w hazardzie rząd przyjął projekt Rejestru Stron Niedozwolonych. Rozgrzało to internautów do czerwoności i zaowocowało akcjami skierowanymi przeciwko rządowemu projektowi. Powstają strony i listy z protestami .
Liczni protestujący, nie tylko internauci, wskazują, że rządowy projekt to nic innego jak przywracanie cenzury. Rząd twierdzi, że rejestr ma objąć tylko strony, które i tak są zabronione w świetle prawa. Kto ma rację?
Rejestr Stron Niedozwolonych ma objąć strony z pornografią dziecięcą, strony zajmujące się phisingiem itp. czy też strony z formami hazardu nielegalnymi w myśl polskiego prawa. Rząd chce zapobiegać przestępstwom i chwała mu za to, bo prewencja to najlepsza forma walki z przestępczością, ale internauci słusznie pytają czy nie jest to aby przesada. Tak się składa, że może to być narzędzie do blokowania stron niewygodnych dla rządzących. Podobne narzędzia stosuje się w końcu w Chinach czy w Iranie do blokowania treści nie będących po myśli rządów tych krajów. I też robi się to "w trosce o obywateli".
Jeżeli mamy tę kwestię rozpatrywać w kontekście ograniczania praw obywatelskich to łączy mi się to z inną sprawą, opisaną w tygodniku "Nie" i na Lewym Sierpowym . Rząd planuje bowiem możliwość zamykania alkoholików w szpitalach psychiatrycznych bez zgody sądu.
Jeżeli to połączymy z projektami zwiększającymi zakres dostępu służb specjalnych do danych przechowywanych przez operatorów komórkowych, to uzyskujemy obraz całościowych i kompleksowych zmian mających na celu znaczące ograniczenie praw obywatelskich "w trosce o obywateli".
Kto ma rację? Rząd, który chce o nas zadbać, czy obywatele, którzy nie chcą by rząd dbał o nich na siłę?
Zapraszamy do dyskusji.
wtorek, 26 stycznia 2010, intel-e-gent