Pod blokiem zaparkowały cicho dwa samochody. Wysiadło z nich dwóch łudząco do siebie podobnych chłopaków. Zapikały alarmy, zamrugały światła. Na osiedlu panowało ospałe poruszenie. Starsi mieszkańcy wynosili śmieci, w drodze do pobliskiego warzywniaka. Zbliżał się wolny dzień, trzeba przecież uzupełnić zapasy na wypadek klęski żywiołowej. Marcin wyciągnął papierosa, kiedy zadzwoniła jego komórka. Nie odebrał. Maciek spojrzał w stronę brata. Ten kiwnął mu głową, więc podszedł pod drzwi do klatki i sprawnie wpisał kod do domofonu. Na ostatnim piętrze skrzypnęły drzwi balkonowe. W mieszkaniu dało się słyszeć damski głos, oznajmiający, że już są.
Marcin spojrzał za odchodzącym bratem. Wszystko szło mu jak po maśle. Po miesiącach rozkmin, związał się wreszcie z Anką. Więc seks i opierunek miał gwarantowany. A on po raz kolejny odrzucał rozmowy od ubiegłonocnych znajomych. Ignorował smsy i czuł się jak ostatni dziad. Chciał seksu, mówił to wprost. Nikomu się do łóżka nie pakował na siłę. Zawsze same go zapraszały. Więc o co chodzi??? Po co te smętne smsy i niekończące się telefony. Jak na zawołanie, komórka znów się rozdzwoniła. Zaklął cicho pod nosem, rzucił niedopałek i przydeptał sprawnie. Podszedł do klatki i powtórzywszy czynności brata, dostał się do mieszkania na czwartym piętrze. Już pod drzwiami słyszał śmiechy. Poczuł zalewającą go falę ciepła. Nacisnął klamkę i wszedł. Ktoś podał mu do ręki kubek kawy. Bez mleka i z cukrem. Taką jaką lubił. Nie była w stanie tego zapamiętać nawet jego matka. A Anka, Kaśka, Marysia i Agata wiedziały, co lubi.
- Śniadanie chcesz?
- A co masz, kochana bratowo?- spytał odbierając powitalnego całusa od Anki.
- Kanapki, względnie parówki. Ale jajecznicę też Ci sklecę- powiedziała puszczając do niego oczko.
- To skleć, proszę.
- Torby są spakowane, stoją w małym pokoju, po śniadaniu wystarczy spakować zawartość lodówki i możemy jechać- opisała sytuację Kaśka.
- Ja jeszcze muszę zejść do piwnicy, tam są namioty i grille, które kupiliśmy tydzień temu- zapowiedział Maciek. - Ale to już przed samym odjazdem. Mogę dostać jeszcze kawy? Gdzie są bliźniacy?
- Właśnie parkują- zawołała z balkonu Marysia. - Brakuje tylko Agaty.
- A ta gdzie znów- zapytał Maciek. Marcin uważnie nadstawił uszu. Serce mocniej mu zabiło, a w głowie pojawiła się myśl "Ma kogoś".
- Pracowała na noc. Pilnowała dziecka koleżance Anki. Tylko Maciej zauważył ulgę, która pojawiła się na twarzy jego brata. Miał ochotę walnąć go w ten niewyspany ryj. Wiedział o jego fascynacji Agatą. Namawiał go nieraz do odkrycia kart. Ale Marcin zbyt był przywiązany do swego stylu życia, którego dziewczyna nie akceptowała. I wcale tego nie ukrywała. Była mu wdzięczna za pomoc podczas tej hecy ze zdjęciami. Ale stosowane przez niego metody ją przerażały.
- My też chcemy kawy- zawołali nowo przybyli.
- Już nastawiam ekspres- odpowiedziała im Anka. - Maryś, za ile będzie Aga?
- Napisała, że już jedzie. Więc pewnie za kwadrans najdalej.
- Asiu, masz węgiel i rozpałkę?
- W ilości iście hurtowej- zawołał jej brat bliźniak, Paweł.
- W końcu jedziemy niemal na tydzień, nie chcę potem latać po wiejskich sklepikach i szukać czegoś na gwałt- w odpowiedzi usłyszała gromki śmiech.
- A kogo z okolicznych właścicieli sklepów chcesz gwałcić- zapytał Marcin.
- Dupki- opowiedziała im Asia i sięgnęła po cukier. - Ania, masz chwilę? Chodź na balkon.
Dziewczyny zostawiły za sobą rozbawione towarzystwo i ruszyły w stronę balkonu przylegającego do małego pokoju.
- O co chodzi?- zapytała Ania, kiedy przymknęły za sobą drzwi balkonowe.
- Dostałam odpowiedź w sprawie wymiany. Zaproponowali mi południe Niemiec. Kiel dokładnie. Miałabym wyjechać w połowie września.
- Rozumiem. Zastanawiasz się?
- Nie wiem, czy mogę zostawić Pawła. Czy ta chora sytuacja w domu nie będzie ponad jego siły.
- Wiesz, że nie zostanie tu sam. Ma nas, Marcin nie pozwoli mu przekroczyć granic.
- Bardziej boję się, że mu pomoże.
- Nie, no coś Ty. W tym przypadku jestem w stanie za nich poręczyć.
- Obyś się nie myliła- odpowiedziała jej i smutno na nią spojrzała. - Jak ja będę za Tobą tęsknić- powiedziała obejmując przyjaciółkę.
- Ja też, ale nie ma co teraz o tym myśleć. Teraz czeka nas szalony długi weekend. Trzeba się na tym skupić.
- Coś czuję, że będzie ostro.
- No mam taką nadzieję- zaśmiała się Ania.- Chodźmy pogonić towarzystwo. Dochodzi dziewiąta, czas się zbierać.
Dziewczyny wróciły do przyjaciół. Chłopaki kończyli śniadanie, Maciek zaczął już znosić graty na dół. Agata, która wróciła w międzyczasie, zmywała naczynia. Marcin i Paweł poszli do piwnicy po potrzebny ekwipunek. W ciągu pół godziny mieszkanie opustoszało. Zamknięto w nim okna, odłączono dopływ gazu i wody. I tylko leniwe brzęczenie muchy czasem przerywało głuchą ciszę.
wtorek, 01 listopada 2011, ginny84