Marysia pilnie potrzebowała książki. Takiej zwykłej. Do czytania dla przyjemności. Zwiedziła parę księgarń, ale nic nie wpadło jej w ręce.
Wysiadła właśnie ze 184, kiedy jej wzrok padł na nowy szyld. W ich bloku otworzono księgarnię. Nie mogła przegapić takiej okazji. Weszła bez zastanowienia.
Budynek pachniał farbą. I tym specyficznym aromatem druku. Z przyjemnością zabłądziłaby w takim miejscu. Dziś jednak chciała kupić książkę, dziś albo nigdy. Bo po długim weekendzie nie będzie już czas na czytanie dla przyjemności. Po chwili spaceru między półkami, wylądowała w dziale z kryminałami. " Mają nowego Browna"- pomyślała. Zaczęła czytać opis z tylniej okładki, gdy poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Rozejrzała się dokoła, ale w zasięgu jej oczy nie było nikogo. Powróciła do czytania. Sięgnęła po drugą książkę, tym razem Cobena. Tej jeszcze nie czytała. Myron rozwiązuje zagadnkę mordestwa byłej gwiazdy kortów tenisowych. Wydawało się ciekawe. Jednak znów poczuła na sobie to spojrzenie. Tym razem nie rozglądała się na około. Wzięła obie książki, swoje zakupy spożywcze i ruszyła do kasy. Szybko zapłaciła za wybrane pozycje, schowała je do torby i wyszła. Wystukiwała kod domofonu, gdy ktoś chwycił ją za ramię. Krzyknęła przerażona i zamachnęła ręką z kluczami w stronę twarzy domniemanego prześladowcy.
- Nie- krzyknął.- Nie bij mnie!
- Zostaw mnie w spokoju- wrzasnęła.- Jesteś psycholem, śledzisz mnie? Czułam Twój wzrok w księgarni, odejdź, bo zaalarmuję całe osiedle.
- Przepraszam, ale..
- Nie, żadne ale. Liczę do trzech i zaczynam wrzeszczeć.
- Proszę nie krzycz!
- Jeden, dwa..
- Zapomniałaś torby z zakupami- krzyknął przerażony chłopak.
- Co?
- Pstro! Pracuje w tej ksiegarni. Zapomniałaś zabrać torbę po odejściu od kasy.
- Oj- speszona Marysia spojrzała na dłoń blondyna. Trzymał w niej jej torbę z jedzeniem.- No to oficjalnie jestem histeryczką. Bardzo panu dziękuję. I przepraszam za tą scenę... Wystraszyłam się...
- Rozumiem. Przyjmuję przeprosiny. Proszę, to Twoja torba- podał jej reklamówkę. - Do widzenia.
- Pa- burknęła. Czuła się jak skończona idiotka. Wzięła głęboki oddech, odważyła się spojrzeć dookoła. Na szczęście nikt znajomy nie kręcił się w pobliżu. Wystukała ponownie kod do domofonu i weszła na klatkę.
niedziela, 30 stycznia 2011, ginny84