Czas płynie. Praca magisterska Kaśki leżała już w dziekanacie. Gotowa do poprawek. Agata przełożyła termin obrony. Marysia z Anką czuły na szyi cuchnący oddech sesji. Ale zanim to wszystko miało nastąpić, trzeba było spakować manatki i ruszyć na majowy weekend świętować. Anka i Kaśka obchodizły urodziny w przeciągu tygodnia. Więc postanowili zacisnąć pasa i pojechać razem nad zalew. Wynająć domek na długi weekend, a wśród dni lenistwa wygospodarować jeden wieczór na imprezę.
- Anka, Twoja lista- krzyknęła z kuchni Kaśka.
- Że co proszę?
- Lista gości!! Na imprezę. Błagam Cię, czy mogłabyś podejść do tego poważnie? Ja wiem, że jesteś zakochana i zapracowana. Ale czy zawsze ja muszę wszystko organizować, o wszystkim pamietać.- Anka bała się przerwać monolog. Stanęła więc i pozwoliła przyjaciółcę się wygadać. Kiedy było po wszystkim spytała:
- A tak na prawdę to o co chodzi?
- Oj, wkurzam się tą obroną...
- A konkretnie?
- Wiesz, praca od tygodnia leży w dziekanacie. Nie dotarła jeszcze nawet do moje promki, bo wyobraź sobie, od tygonia nie było jej na uczelni. Jej komórka nie odpowiada. Mail też. Stresuję się.
- Kasia- Ania objęła ją.- Nie panikuj. Jest koniec kwietnia. Pewnie ruszyła już na weekend majowy. Sama mówiłaś, że lubi wyprawy i adrenalinę. Może pływa na kajaku wśród krokodyli. Albo zdobywa znów jakiś szczyt. Poza tym ma czas do końca maja.
- Tak, ale wiesz jak jest u mnie w pracy..
- No jak jest?
- Póki nie będe miała dyplomu, nikt nie będzie nawet się zastanawiał nad zaproponowaniem mi pracy.
- Rozumiem...
- Więc jak będzie z tą listą?
- Jest już gotowa. Oprócz naszej bandy mam tylko 10 nazwisk. Część pewnie pokrywa się z Twoją.
- To co, robimy zaproszenia?
- Robimy. I ślemy od razu maiowo.
- No to już, kawy w dłoń i do klawiatury.
niedziela, 30 stycznia 2011, ginny84