Wiosną wszystko wydaje się łatwiejsze. Wierutne kłamstwo. Czysta chemia z domieszką promieni słonecznych.
Agata wracała z uczelni przez park. Specjalnie wysiadła wcześniej, żeby chwilę pospacerować i pomyśleć. Ostatnie dni były ciężkie. Jak mogła tak dać się nabrać. Do licha, przecież ma 25 lat. Jak to się stało, że uwierzyła smarkaczowi, młodszemu o 4 lata, że chce ją na modelkę do zdjęć na wystawę! Był słodki, miły. Szarmancki nawet by powiedziała. Przepuszczał ją w drzwiach, podawał płaszcz, płacił za kino i restauracje. O Boże- pomyślała. Mam nadzieję, że to nie były pieniądze wymuszone od innych dziewczyn. Choć Maćkowi i Marcinowi powiedział, że to był pierwszy raz. Nie uwierzyli mu. Zabrali dysk. Skasowali wszelkie dane. Łącznie z oprogramowaniem. Oszust coś próbował oponować, ale koledzy Marcina, właściwie jego podopieczni uciszyli go jednym spojrzeniem.
Właściwie dziewczyny nigdy nie wiedziały, jak to się działo, że bliźniacy zawsze potrafili wszystko załatwić. Nigdy nie złamali prawa. Ale działali czasem niemal na pograniczu. Maciej kochał Ankę już tyle czasu. Zawsze za nią stawał murem. Nawet, kiedy wpadła w ciąg po parapetówce. Co wieczór spijała przynajmniej dwa piwa. A on tylko pilnował, by nastawiła budzik i nie szła spać w makijażu. To drugie, to akurat był agaciny pomysł. Nic tak źle nie działa na cerę, jak alkohol, zarwana noc i niezmyty makijaż. Trwał przy niej przez dwa miesiące. Aż tak po prostu przestała. Któregoś dnia zadzwoniła do niego i powiedziała, że rzyga już piwem. Nie przyszedł. Potem się pojawiał przy wspólnych okazjach, ale Anka zachowywała się, jakby nigdy nic. Jak mogła być tak ślepa??? Coś ją ruszyło, gdy Maćko zaczął się umawiać z inną. Ale oczywiście udawła obojętną. Ale w środku ją trzęsło na pewno. Przestała z nami chodzić do chłopaków. Nie poszła nawet, kiedy nie miałyśmy ciepłej wody. Ale koniec końców, zeszli się. I są obrzydliwi. Cali ckliwi i szczęśliwi. No, może nie tak do końca. Kłócą się, jak zawsze. Tylko godzą pewnie w inny sposób. Ana to szczęściara hehe. Przynajmniej ma zapewniony systematyczny dopływ seksualnych uniesień. A ja? Co? Znów mam się logować na kolejnym portalu randkowym? O nie! Mowy nie ma! Koniec z tym. Trzeba znaleźć inny sposób.
I z tą kołomyją w głowie doszła do mieszkania. Specjalnie zadzwoniła domofonem, zanim wpisała kod. Robi to, od kiedy wpadła na półnagich zakochańców. Weszła po schodach. Otworzyła drzwi, ale w mieszkaniu nikogo nie było. - Nie lubię, jak tu jest pusto- pomyślała.- Ale skoro już jest, to czadu. I podkręciła głośność wierzy niemal na najwyższy poziom. Niepamięci niech się święci cuuuuuud- rozległo się z ostatniego piętra. A że balkon też był otwarty, pod trzepakiem rozległy się brawa sączących piwka panów.
wtorek, 09 listopada 2010, ginny84