mało dziś we mnie poszukiwawczego zapału; zajrzałem to tu, to tam, głównie do prostszych wyjaśnień i odpuściłem; niech zostanie jak jest nie znam się i nie będę bardziej poznawał; przynajmniej na razie
nie, gdzieś mi jednak uciekł spokój ducha i robal gryzie :(
skumać nie potrafię po co nam właściwie jest potrzebny rozwój gospodarczy? czemu jak 7% to ho, ho, 3 zależy w jakich czasach, ale generalnie może jeszcze być, a jak poniżej to bardzo źle? czemu nie może wystarczyć ten sam poziom?
aaa, że rosną ceny surowców? i te technologie nowe są kosztowne? no tak, to wiele tłumaczy wyższe ceny, więc żeby wyprodukować tyle samo trzeba więcej wydać, a żeby więcej wydać, to trzeba więcej zarobić; albo coś w tym kierunku; powoli łapię
hm, a czemu rosną te koszty? znaczy się ceny surowców i technologii? aaa, bo one też są częścią jakiejś gospodarki i ta gospodarka musi się rozwijać; aha, z tych samych przyczyn co nasza? rzeczywiście proste dlaczego im miałoby być gorzej niż nam, a nam niż im? jasne...
a te surowce, to są droższe bo co? że się je z większej głębokości wydobywa na przykład? albo jakoś trudniej może? a gdyby tak nowe technologie zaprząc do wydobycia, to nie byłoby taniej? nie? aaa, bo to się mnoży te współczynniki? jasne, że na to nie wpadłem głębiej i w droższy sposób się wydobywa; oczywiście musi być znacznie drożej...
ok, teraz wszystko pojąłem...
nie, coś nie halo...
a może ok?
jeszcze raz, po kolei, może trochę od innej strony
- jakby na kwestię nie patrzeć, jesteśmy formą, która wyewoluowała (bądź jak wolą czytający Pisma dosłownie została stworzona gwałtownie) z martwej materii (czyt. błota praoceanu na stygnącej bryle planetarnej lub garści błota zlepionej dłońmi Boga) i nie pamiętam komunikatu mówiącego, że ewolucja się zatrzymała (bądź ją zawieszono); czyli, że powinniśmy się rozwijać, a nie zatrzymać w jednym miejscu zresztą powinno nam iść szybciej, bo bez względu na drogę (praocean vs dłonie) mamy moc sprawczą (rozum vs podobieństwo do Boga)
- jest nas na Ziemi ileś tam ileś i ciągle więcej, punkt
- mamy jakieś tam jakieś potrzeby że ogólnoludzkie, przypisane do gatunku i specyficzne, lokalne, że bardziej przyziemne i górnolotne
- gdzieś się nasze rzeczywiste potrzeby materialne kończą nie mówię nawet tylko o pudełku bez kieszeni, w którym skończymy, ale o czasie radosnej wędrówki po tym łez padole (lub jak kto woli dolinie radości); ile przedmiotów może być realnie potrzebnych, ile gadżetów może przynieść prawdziwą radość, jaka faktycznie musi być różnica w jakości między dwoma przedmiotami o tej samej funkcji, żeby naprawdę warto było wymienić jeden na drugi?
najwyraźniej nie byłem ze sobą szczery nic nie rozumiem :(
chcę być najedzony (nie przejedzony), nie łaknąć, mieć dach nad głową i to tyle ze świata przedmiotów
chcę być wśród ludzi, może trochę tu a trochę tam, dowiadywać się jak żyją, o czym myślą gadać, bawić się, śmiać, żegnać, współczuć
i szukać nowego
zapędziłem się w idealistycznej wizji; chyba jestem komunistą (każdemu wg potrzeb, od każdego wg możliwości), albo hippisem (miłość, miłość, miłość) nie, drugie odpada, widziałem się rano w lustrze brak warunków ;)
ale do rzeczy to czemu musi być ten wzrost gospodarczy? bo chyba nie kumam...
jakieś pomysły?
do popisania
legalne zdjęcie na licencji Pixmac
środa, 25 stycznia 2012, coachartur