dzień dobry; brrrr, pogięta pogoda; niby przez moment kawałek niemal czystego nieba było widać, ale nota ogólna brzmi: słabo, zalecenie pokontrolne zaś: aż się nosa za drzwi wytknąć nie chce
- Kubuniu, mój boże starsza pani podążała za utaplanym w śniego-błocie brzdącem, załamując ręce
pomyślałem, że minie jeszcze parę lat zanim młody odkryje Paktofonikę i zaśpiewa babci: jestem niepoczytalny, za czyny swe odpowiedzialny, jestem bogiem
chłopaczyna najwyraźniej korzystał z dobrodziejstwa bezpiecznego penetrowania świata; założyłbym się, gdyby był ktoś do zakładu chętny, że swoboda penetracji otoczenia wynikała raczej z beztroskiej wiary w dobry świat niż z czujnej obecności babci; czy to zresztą istotne? na pewno nie dla Kuby badającego z zapałem głębokość kałuży przy pomocy kija
kobieta pochyliła się nad dzieckiem; w magiczny znany tylko matkom i matkom matek sposób, w jej ręku znalazła się chustka do nosa, dziwnym trafem dokładnie w najbardziej odpowiednim momencie żeby podjąć skuteczną akcję złapania gluta z bąblem; za chwilę zamieniłby się w śluzowaty order (psia kość! czemu stare chłopy, oficery noszą baretki odznaczeń, a takie dziecko zawsze tylko oryginał ;))
Kuba nie był zainteresowany zabiegami wykonywanymi przez babcię; nogi były gotowe do poniesienia go w stronę nowych obszarów eksploracji, wzrok wędrował gdzieś tam ku horyzontom; ewidentnie babcia była, czuł jej obecność, nie do końca negował co właśnie robi, ale duchem był już gdzie indziej
- Kuba starsza pani była wyraźnie zmęczona
najwyraźniej zdecydowała się na monitorowanie poczynań prapotomka z największej odległości, którą mogłaby pokonać w przypadku zagrożenia; nic dziwnego:
- staw (za głęboki jak na park, do którego się z dziećmi przychodzi, ze stromymi brzegami i generalnie zdradliwy) daleko,
- mało (w tym również tylko podejrzanych oraz zdecydowanie złych) ludzi,
- żadnych psów,
- skorych do uderzenia wielkim dziobem (być może) wron,
- wrednych (jak mówią) srok,
- wściekłych (co się ponoć zdarza) wiewiórek,
- itepe.
a siły trzeba oszczędzać, bo nigdy nie wiadomo
Kuba eksplorował jakby z mniejszym zapałem, wreszcie porzucił kij i zawrócił do bazy; chyba się nie pomyliłem i nie ściemniam, żeby bardziej do obrazka pasowało jestem wręcz pewien, że pod koniec przyspieszył; babcia w magiczny sposób była znów idealnie gotowa; od momentu zatrzymania się do pierwszego łyka napoju minęła sekunda; jakiegoś rogalika, czy też drożdżówę miał w łapce niewiele później
***
Babcie i Dziadkowie, wszystkiego najlepszego życzę :)
dzięki za opiekę, troskę, opiekę i tradycję
do popisania
legalne zdjęcie na licencji Pixmac
niedziela, 22 stycznia 2012, coachartur