Widoki "lokalnej spółki" na GPW mają się tak jak widoki za oknem z jej siedziby w tej pipidówie przy tej pogodzie. Od debiutu sytuacja staje się nieznośna. Fluktuacja rynku, czy mnie wmanewrowano? Teraz to nie ważne. Ważna jest lekcja. Oto jak się wychodzi się na pieprzonych sentymentach, starych znajomościach, sercu, korzeniach, wsparciu dla lokalnej inicjatywy. Robić głupstwa z niewiedzy to ludzkie, ale robić je z pełną świadomością konsekwencji.. dla kogo/czego?? po co??.
"Co mi po tradycji, w świecie bez wartości, w walce z przeciwnikiem który sam dla siebie jest przeszłością, przyszłością i teraźniejszością. Potrzebuję kredytu.."
Lekcje odrobiłem, nie jestem tutaj by popisywac się filantropią, dwóch światów nie da się pogodzić, rola jest jedna, nie można być tym i owym. Nie działać na czyjąkolwiek korzyść bez uwzględnienia swojej korzyści. Rachunek korzyści jak rachunek sumienia. Wyszedłem na durnia, choć gdzieniegdzie zdanie o mnie będzie dobre. Co mi po tym. Na szachownicy nie ma jeszcze mata ani pata, gramy dalej..
Wreszcie w Warszawie, wreszcie oddech, jedyne czego potrzebuje to butelki wina i muzyki - na dziś Strawiński, po porannym przesłuchaniu nabrałem apetytu, wieki tego nie słuchałem. To miasto jest jak balsam. Będzie dobrze.
sobota, 13 stycznia 2007, wzap