Ja znów o tym samym ale jakoś ciężko w tym okresie się przestawić na myślenie o czymś innym :D Dzisiejsza noc przypominała trochę tę drugą noc w szpitalu rok temu, kiedy to moje piękne, różowiutkie, radosne dzieciątko przez całą noc wisiało przy piersi. Tylko ramiona zmieniałam z lewego na prawe i z powrotem. Dziś budziła się jak w zegarku co dwie godziny, nie tyle żądając jedzenia, ile bliskości mama przytul i koniec. Musiałam wstać, przytulić, ponosić i odkładałam spokojne, śpiące dziecko do łóżka. Za dwie godziny powtórka. Śniło się coś chyba? Ale smutna nie była. Zmęczona wczorajszym dniem, zasnęła w dużym pokoju na kanapie przed 19, przebudziła się marudna, więc ja ją szybko haps na przewijak, założyłam piżamę i idę do sypialni. Przytulona, w moment zasnęła. Jak nigdy przed dwudziestą. Za to tuż po drugiej: mama, bawimy się! Taaak! Patrz, jak pięknie ściągam skarpetkę! Zdolna jestem, nie? To teraz mi załóż, a ja znowu zdejmę. A może teraz sama spróbuję ją założyć? Mhmm mhmmm ciężko pomóż jednak. I tak w kółko J Sama radość. Mąż się zlitował i wstał, żeby uśpić tę smerdę. Nie dała się, po półgodzinie zażądała rączką: DO MAMYYYY! Pierś sobie wzięła i zasnęła. Ale prawie dwie godziny już zdążyły minąć, bo odłożyłam ją o czwartej. Ku zdziwieniu mojego męża, wstała o wpół do siódmej, radosna jak skowronek.
Fajna ta dziewczynka nasza. Już roczna. Duża. Mój źrebaczek...
caroll.
czwartek, 17 lutego 2011, karolina_1308