Francuski piesek - nie wiem skąd dokładnie wziął się ten związek frazeologiczny, ale raczej sprawcą nie była żadna francuska rasa, co najwyżej pieski będące bywalcami francuskich salonów. Może pekińczyki, tak - do nich dobrze mi to pasuje.
Francja nie ma wielu rdzennych ras, ale jednak są takie, którymi może się poszczycić - pudel, dog de Bordeux, beauceron, briard i oczywiście opisywany już przeze mnie buldog francuski. O pudlach wiem najmniej więc być może są wybredne i wyniosłe, ale reszta z tej ferajny zdecydowanie nie ma manier francuskiego pieska.
Podczas jednego z moich pobytów w Paryżu, siedziałam wtedy w knajpce na Montmartrze, zobaczyłam przy stoliku obok mężczyznę, a u jego nóg leżał duży ciemny pies. Nie widziałam jego pyska, ale od razu poznałam, że to beauceron, po charakterystycznym wilczym pazurze na tylnej łapie. Gdy dwa lata temu pojechałam do Langwedocji, w czasie mojego tygodniowego pobytu tam widziałam 4 czy 5 buldogów francuskich. I pomyślałam sobie, że jednak w Polsce nie widuję na ulicach ani polskich owczarków nizinnych, ani tym bardziej chartów, gończych czy ogarów polskich. W górach można jeszcze spotkać owczarki podhalańskie, ale ogólnie odnoszę wrażenie, że Polacy nie gustują w rodzimych rasach. Na nieszczęście co krok widać yorki i mieszanki yorkopochodne. Dla mnie to bardziej chomiki niż psy, choć charakterek mają wredny.
Francuskie rasy nie są ani "francuskimi pieskami", ani też niepewnymi swojej wartości maluchami. To pewne siebie, stateczne psy, o silnych charakterach i doskonałej psychice. Te psy zdają sobie sprawę ze swojej wartości, przez co nie muszą jej nadmiernie eksponować. Nie wszczynają bójek bez powodu, nie szczekają przy każdej nadarzającej się okazji, nie są agresywne w stosunku do ludzi. Podobnie jak polskie rasy. Może są dumne ze swojego pochodzenia? Szkoda tylko, że Polacy nie potrafią, tak jak Francuzi, być dumni ze swoich psów...
czwartek, 24 listopada 2011, cafe-creme