Mam jakąś irracjonalną awersję do bestsellerowych autorów. Sięgam po ich książki dopiero kiedy cały szum ucichnie i kiedy nie są już tak bardzo modni. Podobnie było z Murakamim. Jego książka została mi pożyczona na siłę, cóż było robić przeczytałam. Nie zachwycił mnie, troszkę przewidywalny był i taki strasznie jednobarwny i smutny. Być może zaczęłam od złego tytułu?
poniedziałek, 09 lutego 2009, by_babka