Normal
0
21
MicrosoftInternetExplorer4
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:"Table Normal";
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:"";
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:"Times New Roman";}
Jako rasowa czarownica z rodowodem i szeroko rozbudowanymi
tradycjami rodzinnymi w tej dziedzinie, wyczarowałam sobie pieniądze. W dniu, w
którym pomyślałam, że ogłoszenia liczne gówno mi dały, dostałam szalone
zlecenie na kwotę tak dla mnie abstrakcyjną, że aż głupio. Roboty dużo, ale
wynagrodzenie jakże znaczne. Poza tym kolejna matura, kolejna praca pisemna,
kolejne korepetycje i naprawdę komu by się chciało robić w handlu, skoro
ludzie chcą rzucać we mnie pieniędzmi w zamian za wykorzystanie odrobiny mojego
intelektu? Szalenie mi to na rękę.
Szkoda, że nie jest to stała forma zarobku. Cholerna szkoda.
Egzystuję więc tymczasowo między uroczymi terminami, piszę na
zaraz-teraz, może i rzeczy mało kreatywne w większości, ale zawsze jest to
obcowanie ze słowem pisanym. Pisanym przeze mnie.
Dodatkowo, zaczęłam kolejną książkę. Będę kontynuować, jak
już zyskam wiedzę teoretyczną. A zyskam ją w tym semestrze. Mój
niekwestionowany geniusz pisarski + niekwestionowane zboczenie i geniusz wyobraźni
mojego osobistego mężczyzny z pewnością zaowocują dziełem wybitnym. Albo przynajmniej
będą motorem napędowym podobnych projektów i dzieł wybitnych w przyszłości, co
daje piękne perspektywy mieszkania w czymś nieco powyżej kontenera na kółkach. Dream
on.
Garderoba uzupełniona.
Jest coraz cieplej.
Mam koleżanki(sic!).
Można by rzec, że generalnie jest całkiem nieźle.
Oczywiście poza rzeczami kompletnie normalnymi, takimi jak
uczelnia.
Oraz sprawą dla mnie bardzo istotną, moim wielkim osobistym zmartwieniem,
którym nie mam zamiaru dzielić się z mniej określonym światem. Bardzo ciężko mi
o tym nie myśleć i się nie martwić, bo godzi to w moje najbardziej rozwinięte lęki
i szalenie mnie dobija. Rozważam kolejny powrót na łono Kościoła(od którego z
dnia na dzień coraz bardziej się oddalam), żeby wszystko skończyło się dobrze.
Właściwie to musi, nie ma innego wyjścia.
Gdyż jestem skazana na wiekuiste szczęście.
Rzekłam.
poniedziałek, 21 marca 2011, be-ironic