Muszę napisać milion rzeczy, a nie chce mi się patologicznie. Choć tylko jedna z nich przyprawi mnie o krwotok z oczu i zgąbczenie mózgu, bo kto normalny jarałby się perspektywą analizy i interpretacji jednego z kazań Skargi? Po pierwszym roku myślałam, że mi się upiekło i ten pieprzony kaznodzieja nie zaburzy mojego umysłu nigdy. Jednak na IV roku powrócił i tym razem nie ma rady, muszę przeczytać tę straszliwą rzecz i napisać o niej dobrą pracę. Nie napiszę, co mi się chce, jak o tym myślę.
Reszta wcale przyjemna, bo jedna o mojej magisterce, którą kocham, druga za pieniądze. Nic nie sprawia mi takiej przyjemności jak dostawanie pieniędzy za coś, co napiszę.
Pożądam w trybie natychmiastowym książki Izy Filipiak, ale nie ma jej w empiku, na allegro i księgarniach wysyłkowych. Szlag jasny mnie trafił, albowiem z Izą Filipiak będę miała w poniedziałek warsztaty literackie i bardzo chciałabym mieć książkę, którą ona mogłaby podpisać. Nie mam pojęcia jak w dzisiejszych czasach funkcjonują zwyczajne księgarnie. W moim odczuciu do księgarni człowiek chodzi tylko w celu zakupienia podręcznika do szkoły, więc nie jestem pewna czy mają w ogóle takie cholerne białe kruki, które ukoiłyby mą zmąconą duszę i umysł. Pewnie będę musiała poczekać na wznowienie, jak w przypadku Eine kleine. Jutro jest jakże wspaniałe i równie niepożądane w tej chwili przeze mnie Święto, więc wszystko dla osób kulturalnych i łaknących wyższej rozrywki intelektualnej będzie zamknięte, najpewniej na cały weekend, więc mam czas tylko dzisiaj. Jestem bliska kradzieży z biblioteki. No bo przecież nie wydrukuję cholernego pdfa i jej nie podsunę żądając dedykacji.
Wczoraj poirytowałam się, uświadomiwszy sobie, że mój wielki, skrywany przed światem plan najpewniej został zdeptany, gdyż moje zamiary bynajmniej nie emanowały oryginalnością i ktoś już poszedł tą drogą. Szlag mnie trafił z miejsca i jasna cholera, bo, świadoma absurdalności tego przeświadczenia, uważałam to za moją predestynację, że to ja właśnie mam do tego jedyne prawo. A ktoś, cholera wie, czy świadomie, podpieprzył pomysł. Marzenia się walą i jest mi przykro szalenie. Oczywiście mogę być przewrażliwiona, ale przez 2 lata czeka mnie megarajd po pozycjach mnie interesujących i wybadam, czy sytuacja jest tak tragiczna, jak sądzę.
Jeśli tak, samam sobie winna.
środa, 10 listopada 2010, be-ironic