Pan Jeremi,przyd.od biblijnego Jeremiasza codziennie zaglada w nasze prywatne smietniki,obchodząc cała dzielnicę.Starszy Pan na emeryturze znalazł sobie sposób na zycie.Obchód zaczyna po godz.14.00 tak by móc pogadać z właścicielami ,pozagladać w nasze smieci i pouczac kazdego z nas o manotrawieniu TYLU PRZYDATNYCH RZECZY!!!.Był taki okres w zeszłym roku,gdy p.Jeremi nie pojawiał się w dzielnicy.od razu zaczęły sie spekujacje ,niepokój co tez moglo sie stać z naszym stałym bywalcem i co dziwniejsze przyjacielem.Lud zebral sie przy telefonach i zaczął obdzwaniać szpitale,Policję i inne instytucje.Gdy po paru dniach ponownie się pojawił odechnęłliśmy z ulgą.Okazało sie,iz był przeziebiony i musial swoje odleżec.Zarządzalismy gremialnie by Jeremiasz podał nam adres gdzie mieszka by w razie czego móc mu pomóc.trzeba było choroby,bysmy dowiedzieli sie potrzebnych danych i co więcej,okazało sie że p.Jeremi nie jest samotny,mieszka z żoną,córką,zięciem i 3-giem wnuczat.Jeden z sasiadów nie uwierzył w te zapewnienie i zwyczajnie sprawdził owe wiadomości.domyslacie się pewnie,ze powiedział prawdę,to stąd nigdy nie przyjmował zaproszeń na swieta,gdyz miał je z kim spedzać.Skąd te łażenie po smietnikach,nie z biedy,po prosty nie ma z kim pogadać.Tyle wstępem o naszym filozofie,gdyz taka ksywkę otrzymał.Dlaczego piszę o nim?,dlatego gdzyż ten staruszek,który z niejednego pieca chleb jadł potrafi tłumaczyć i odpowiadać na zadane mu głupawe pytania i inne nasze madrości.Dziś przewodnim tematem było"gdybanie".Sąsiadka stwierdziła ze "gdyby "była młodsza i miała ten sam rozum co dzisiaj inaczej pokierowałaby swym zycie.Jak domyslacie sie zaczęła wyliczankę złego,ktore jej przynosło dorosłe zycie od męża poczyniając na przyjaciołach koncząc.P.Jeremi wysłuchal spokojnie wraz z innymi obecnymi tych narzekań i podjął się niełatwej wykładni owego "gdybania",zwłaszcza iz my sasiadce zgodnie przytakiwalismy.Starszy pan spokojnie tłumaczył co niesie ze soba w/w słowo.Cyt:gdybac mozna zawsze,do woli w kazdym miejscu lecz jest ono pustosłowiem.W naturze nie ma czegoś takiego ,ewolucja nie pozwala sie nikomu cofać.Jesli jednak załozymy,ze jest taka mozliwość to tylko wraz z cała nasza jaznią,osobowością.Krótko mówiąc;cofajac sie w czasie cofa sie tez nasz umysł,doświadczenia ulegaja zatarciu i zaczynamy od poczatku.Ponieważ młody rozum inaczej postrzega rzeczywistość z braku owych "doświadczeń",błędy ongis popełnione powtórzyłyby sie tak czy owak.W domu znów mialam do przemyslenia jego słowa i przyznałam mu racje.Pokochałbym tego samego mężczyznę :spokojnego,zrównowazonego,dbajacego i niemarudzacego.Mialabym dwoje dzieci,na poczatku zanim bysmy sie dotarli ja "skorpion" wiecznie nerwowa,kłótliwa ,stawiajaca na swoim doprowadzałabym meża do wychodzenia do garażu,gdzie zamykal się i rozpoczynał majsterkowanie by przeczekac domowy sztorm.Ja z nerwów zaczęłabym generalne porzadki,ktoreś z kolei w danym tygodniu i po paru godzinach,gdy poczułabym ból w krzyzu uspokoiłabym się.A gdy nadeszłaby noc,mój slubny zapytałby spokojnie :powiedz jeszcze raz co Ci nie pasuje?.No własnie co??? mi nie pasowało,okazało sie że tak naprawdę był to drobiazg bez znaczenia,ale ja z natury introwertyczka musialam znalezść przyczynę i sie wywrzeszczeć.Musielismy sie obydwoje "nauczyc siebie", potrzebowalam czasu by przestać przejmowac sie błachostkami i dostrzegac to co jest najwazniejsze.Z biegiem lat,moj charkter troche sie utemperował,mąż dzieki Bogu przeczekał żonę swiekrę i dziś jestesmy wciąż RAZEM,oby jak najdłuzej.i na cóż te "gdybanie",skoro i tak nic by sie nie zmieniło.
piątek, 04 listopada 2005, asta7