- Od dwóch lat nie widziałam polskiej wiosny, a jest taka piękna. Nie mogę się nią nacieszyć - powiedziała mi Pani Katarzyna Juszczyk, archeolog z Krakowa, która wróciła właśnie z wykopalisk w Tell el-Farcha. Na rozmowę naciągnęłam ją, gdy wyszła na spacer z psem.
- Lubię Egipt i Gazalę, która - gdyby nie palmy - otoczona polami z koniczyną przypominałaby mi niemal zwykłą polską wieś - stwierdziła.Pani Kasia pracowała na komie zachodnim - tym na którym są pozostałości centrum administracyjno-kultowego starożytnej Farchy. Była tam już trzeci sezon. Zajmowała się głównie dokumentowaniem i inwentaryzowaniem odkrytych zabytków oraz nadzorem nad gazalskimi robotnikami pracującymi na komie zachodnim. - To wspaniali i bardzo skromni ludzie. Uśmiechnięci, zadowoleni - opowiada. - Bardzo się z nimi zżyłam. Są ubodzy, ale gościnni. Zapraszają nas na herbatki, śniadania. Bardzo przykro było mi rozstawać się nimi. Z drugiej strony jednak cieszę się, że jestem już Polsce.
Tu Pani Kasia w otoczeniu robotników, pracujących na komie zachodnim
W tym roku Pani Kasia przeżyła podczas wykopalisk dwa rozczarowania. No, może to za mocno powiedziane, ale słowo zawód będzie tu chyba właściwe. - Przede wszystkim kom zachodni był tym razem dosyć ubogi w znaczące znaleziska. Tylko kilkanaście takich prawdziwie ciekawych mogłam wciągnąć do inwentarza. To głównie kamienna głowica dyskoidalna, plakietka kwarcowa, przęślik gliniany trochę liczników, czyli odważników i tajemnicze kulki. Mogły służyć do gry, ale też jako liczniki.
Drugi zawód wiąże się z ubiegłorocznym odkryciem. - Znaleźliśmy wtedy na komie zachodnim glinianą figurkę zwierzęcia, ale bez głowy. Sądząc po korpusie i ogonku mógł to być zarówno hipopotam, jak i nosorożec czy słoń. Miałam nadzieję, że w tym roku znajdę główkę do niej. Nie udało się. Figurka pozostaje bez główki.
Pobyt w Gazali Pani Kasia wspomina różnie. - Ale właściwie nie ma co narzekać - mówi. - To co mnie zaskoczyło, to niezwykłe zimno w tym roku. Najgorsze były wieczory, noce i poranki. Strasznie marzliśmy. Spaliśmy okutani w wiele warstw ubrań. Rano najgorsze było mycie. Woda była tak przeraźliwie zimna, że trzeba było ją podgrzewać - to znaczy wszystkie kobiety ją sobie grzały w garnkach na gazie. Panowie byli dzielniejsi. Wchodzili pod zimny prysznic. Z kolei teraz, kiedy zrobiło się gorąco wszyscy walczą z komarami i takimi maleńkimi muszkami, które lgną do wszelkiego jedzenia i do jasnych ubrań. Obok pcheł, o których już była mowa - to jedyne minusy. Bo Gazala to piękne, spokojne i ciche miejsce. Bardzo ją lubię w przeciwieństwie do hałaśliwego i zatłoczonego Kairu, w którym trudno się odnaleźć.
A tu Pani Kasia przy pracy:
Panie Katarzyna Juszczyk i Magdalena Sobas, ceramolog
Panie Katarzyna Juszczyk i Karolina Rosińska-Stochaj, studentka z Krakowa
Zdjęcia: Grzegorz Pryc
środa, 15 kwietnia 2009, joannagrabowska_net