Pamiętacie tajemniczą glinianą szuflę z grobu nr 100, o której pisałam 14 kwietnia? Archeolodzy dziś ją wydobyli z mułu. I zachwycili się. - Uważamy, że był to czerpak do płynów. Może do wina, bo czymś trzeba było przecież nalewać je do dzbanów - opowiada prof. Krzysztof Ciałowicz. - To niezwykły zabytek. Na jego krawędziach w czterech rogach były figurki lwów. Niestety ich główki się nie zachowały. Tylko zarysy korpusów i łap. Ale łatwo je było rozpoznać po zaznaczonych cechach anatomicznych. W ogóle mamy tylko trzy lwy. Czwarty został najwyraźniej zniszczony przez muł. Ale dla zachowania symetrii - musiał być. Są zresztą po nim niewielkie ślady. Czerpak jest starannie wykonany. W środku ma żłobkowania, jakby rzemieślnik naśladował plecionkarską robotę. Będziemy mieć z nim trochę zabawy. Przez tę noc musimy go oczyścić z resztek mułu i posklejać, żeby zrobić mu zdjęcia do egipskiego inwentarza. To oznacza bardzo dużo pracy. Bo tak samo trzeba się zająć i innymi zabytkami. Zdjęcia zrobimy tu, ale wywoływane będą w Kairze. Jedziemy tam we wtorek, więc czasu mamy naprawdę mało.
Czerpak z Farchy, podobnie jak grób nr 100, datowany jest na początek dynastii 0. Prof. Ciałowicz dodał, że z podobnym glinianym zabytkiem datowanym na te czasy jeszcze nigdy się nie zetknął. - Dlatego jest to tak wyjątkowe znalezisko - podkreśla. - Znane są czerpaki znalezione na stanowisku Tarchan w rejonie Memfis, ale tamte były drewniane.
Poza tym ekipie w Gazali znów dokucza upał. Do tego już w piątek w bazie wysiadł prąd i przez to pojawiły się problemy z wodą. Na szczęście archeolodzy część piątku spędzili w Tell el-Iswit, na stanowisku Francuzów. - Najpierw kopali tam Holendrzy, teraz od trzech lat Francuzi, ale na razie nie dotarli do ciekawych znalezisk. Nasze są póki co są o wiele bardziej interesujące. Tyle że oni dopiero rozpoczęli tegoroczny sezon - opowiada prof. Ciałowicz. - Warto jednak było oderwać się od codzienności i odetchnąć powietrzem w innym miejscu.
Warto dodać, że franscuscy archeolodzy korzystają teraz z doświadczeń Polaków w Farsze. Od kilku dni dwóch członkw ich ekpiy gości w polskiej bazie. - Ma ich na głowie dr Jucha. Rozmawiają oczywiście o ceramice, bo takich znalezisk na tych stanowiskach jest najwięcej - mówi prof. Ciałowicz.
Francuscy archeolodzy przeżywają więc razem z naszymi wszelkie problemy z wodą i prądem. Muszą też znosić ciasnotę. W bazie są teraz 22 osoby. Zagęszczenie jest więc duże i wszyscy depczą sobie po piętach, albo tak jak teraz, wieczorem, ustawiają się w kolejce do wody, bo prąd i woda wreszcie się pojawiły. - Francuzi mają zresztą podobne problemy u siebie - dodaje prof. Ciałowicz. - Nie mieszkają tylko w takim zagęszczeniu jak my, bo jest ich mniej.
Niestety dziś nie mam zdjęć z Gazali (ale fotografię czerpaka tkwiącego jeszcze grobie znajdziecie w zapisie z 14 kwietnia), bo choć w bazie wieczorem był wreszcie prąd, to jednak internet nadal nie działa. Nawet z łącznością komórkową mieliśmy problemy. Albo sieć była zajęta i trudno było się dodzwonić, albo słyszeliśmy z Profesorem tylko co drugie wypowiadane przez nas słowo i niemal wszystko trzeba było po kilka razy powtarzać. Profesor żartował, że to pewnie Egipcjanie tak masowo do siebie dzwonią z życzeniami, bo przecież w poniedziałek mają swoje święto wiosny. - Przygotowania do niego idą w Gazali już pełną parą. Kobiety na suku kupują ryby wędzone, przypominające piklingi. Nawet ładnie pachniały - opowiada. - No i już pieką się ciasta.
Miłośnikom fotografii z wykopalisk chcę jednak coś podpowiedzieć. Dopięłam właśnie kilka zdjęć do notki z 11 kwietnia, tej o policjantach z Gazali. Dostałam je trzy dni temu, ale jakoś do tej pory nie miałam czasu tego zrobić. Warto je jednak zobaczyć.
sobota, 18 kwietnia 2009, joannagrabowska_net