Nie moze byc idealnie...to juz wiemy...
Nie dosc, ze dzis Wigilia to sam fakt wstania do pracy w tym dniu spokojnie nazwac mozna "bluznierstwem"...a wiec jak tylko jakos wtalo mi sie oczywiscie na sniadanie pojawija sie napieta atmosfera zwiazana z rytualnym muchownosieniu moim i mojej partnerki z uwagi na fakt ciaglego jej przeze mnie poganiania i ogolnym porannym rozgardiaszu...
autobus jak sie okazalo nie jezdzil co 10 min tylko informacja na przystanku widniala ze w dniu 24 grudnia autobus kursuje co pol godziny...hmm normalnie cisnienie potrafi skoczyc i bez picia filizanki kawy...hehe.... tak czy owak wystalismy sie dluzej niz zwykle.... na szczescie zapwiadal sie cieplejszy dzien, od juz kilku dni sprzyjajaca aura bez przymrozkow....
jak sie okazalo w Wigilie wszechobecna technika ustepuje prawom ponadnaturalnym...wejscie do firmy jest otwierane elektronicznie i ....padlo. Wszyscy czekali jak na pociag na dworcu...
zadzonili po ekipe technikow, ktorzy usuneli usterke i dopiero po 3 godzinach udalo sie wejsc do budynku (jak kocham takie sytuacje), na szczescie nie bylo duzo do pracy ale jakos nikomu sie nie kwapilo ani tym bardziej nie szlo...kazdy myslami byl pewnie setki metrow od tego miejsca gdzie przyszlo nam sie zebrac zbiegiem okolicznosci w ten grudniowy dzien (innymi slowy maruderzy, ktorzy nie dostali urlopu na swieta) heh
po "wielkich męczarniach" udało się skończyć prace i udac sie na jeszcze przedswiąteczne zakupy:)
Wigilia calkiem calkiem...
niestety Angela nie dala rade isc na pasterke a mi samemu tez nie wiec zostalismy w domu....
na prawde mila atmosfera...tak Angeli niestety zatesknilo sie za Polska...ale jak dostaniemy urlop to przelom stycznia zawitamy w skromne progi:)
święta święta....kolędować Malemu:)
środa, 26 grudnia 2007, owenangelo