Rozradowana mina T., który otwiera mi drzwi (ja skonana po pracy, godzina 20):
- Kochanie, mięso ci już odgrzałem, a chcesz do niego makaron czy ryż? Bo wodę właśnie wstawiłem...
Plus smutny z kolei głos mojego byłego wykładowcy j. katalońskiego w słuchawce telefonu piętnaście minut wcześniej:
- Hej Agnieszka, ja też nie rozumiem, o co chodzi w tych cytatach, które mi przesłałaś z prośbą o pomoc w tłumaczeniu... Po katalońsku one też brzmią dziwnie.
Walczymy dalej :) Mój piękny nowy płaszczyk jak na razie chroni nawet przed nieuniknionym jesiennym przeziębieniem. Może to dlatego, że nie pada...
Stuk puk, odpukuję!
wtorek, 22 listopada 2011, angaya