Kazimierz Moskal mimo zapowiedzi nie zdołał przeciwstawić się agresywnie grającym zabrzanom i w pierwszym samodzielnym spotkaniu w tym sezonie przegrał z Górnikiem Zabrze 0:1, dzięki czemu fantastyczna passa podopiecznych Nawałki na ziemi krakowskiej wciąż nie znajduje końca.

Biało-niebieskie stroje po raz kolejny okazały się zabójcze, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy to Górnik mógł spokojnie prowadzić 3:0 , a Wisłę ratowało szczęście(szczupak Prezesa ) czy nieskuteczność wspomnianego Nakoulmy i Olkowskiego. Wysoki pressing, zaangażowanie na każdym centymetrze boiska oraz dużo dobrej gry z pierwszej piłki pozwoliły gościom ustawić sobie Białą Gwiazdę jeszcze lepiej niż w zeszłym sezonie. Od tamtego czasu jakość piłki w Zabrzu spadła, ale najwyraźniej w Krakowie siła drużyna poleciała na łeb, na szyję, skoro - zwłaszcza w pierwszych trzech kwadransach - Wisła poza strzałem Ilieva przypominała zespół środka tabeli, a nie urzędującego Mistrza Polski. Wydaje się, iż to kwestia źle ustawionych zawodników - Nunez na lewym skrzydle był kompletnie zagubiony, a desygnowany na samotnego defensywnego pomocnika Brud nie był w stanie odpowiedzialnie wprowadzać piłki do gry. Na dokładkę, spora aktywność Ilieva byłą jednocześnie przekleństwem Wisły. Bułgar jest ciekawym piłkarzem, ale często pali sytuacje podejmując złe decyzje i było widać przez cały mecz.
Druga połowa to totalna przemiana Wisły - piłka chodziła szybciej i rzadziej w tylnych formacjach, Górnik zepchnięty do głębokiej defensywy przezywał ciężkie dwadzieścia-trzydzieści minut. Ale przetrwał - prawdopodobnie gdybym nie znał wyniku spotkania, to oglądając powtórkę ze spokojem czekałbym na prowadzenie gości, które definitywnie pogrzebałoby nadzieje KSG na jakiekolwiek punkty. Mocnych powodów było co najmniej dwa - znacząca poprawa tempa i dokładności akcji w ofensywie, a także bardzo dobrze radzący sobie w obronie Michał Czekaj. Trójkolorowa armia też to zauważyła i w mig pole karne Skorupskiego spowił dym z rac, po czym Wisła straciła na impecie ;-) Na taki rozwój wypadków czekał Nakoulma, odebrał piłkę w środkowej strefie i niestandardowo podał do Jończyka, który wykorzystał niepotrzebne wyjście Pareiki.
Poza zawodnikami(podobała mi się decyzja o wystawieniu Olkowskiego zamiast podciągnięcia defensywnego pomocnika na prawe skrzydło) osobne spotkanie rozegrał Adam Nawałka. Wreszcie był sobą. Częściej przebywał poza polem wyznaczonym dla szkoleniowców niż na ławce. Znów widzieliśmy mnóstwo gestów, podpowiedzi, nagan i pochwał, czyli wszystkich charakterystycznych elementów warsztatu Nawałki, których brakowało wcześniej. Nie wiem, czy to koniec kryzysu i czy druga tak fatalna seria meczów bez zwycięstwa się nie przydarzy. Górnik nie pierwszy raz zagrał świetnie przeciwko teoretycznie lepszemu rywalowi, co jest znakiem rozpoznawczym od początku rządów Adama Nawałki, jednak potrzebujemy punktów regularnie, nie tylko od święta. Na tę chwilę trener zabrzan jest bardzo bliski odroczenia swojej 'egzekucji', zaś pewny stanowiska będzie po ewentualnej wygranej nad Zagłębiem w najbliższy weekend.
W Wiśle mogliśmy dostrzec zaczyn innej jakości, zwłaszcza w drugich 45 minutach. Czy Moskal zbuduje na tych pozytywach zespół gotowy gonić czołówkę ligi, zobaczymy w nadchodzących kolejkach.
PS. Źródłem zdjęć jest multimedialna strona najlepszej ekipy kibicowskiej na świecie - zabrzańskiej Torcidy - www.torcida.eu
poniedziałek, 21 listopada 2011, angamoss