18:30
Niesamowite.
Udało się.
Wielki, wielki wyczyn Manciniego i całej drużyny.
Wciaż nie mogę uwierzyć.
Yaya Toureeeeeeeeee!!
Niesamowity sezon.
Wczoraj jeszcze myślałem, że to w końcu jest moment oddechu, kiedy można spokojnie usiąść, powiedzieć sobie, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty i powoli zastanawiać się nad przyszłą kampanią.
Po porażce Arsenalu z Aston Villą trzeba wstać i znów pokazać, że umiemy udźwignąć presję. Bo debiut w Lidze Mistrzów można przyspieszyć.
Nie znaczy to, że emocje po finale ucichły, co to, to nie. Z wielką przyjemnością oglądam wszelskiej maści powtórki, wywiady i materiały typu exclusive . Poległem jednak w trakcie wyszukiwania jednego, najodpowiedniejszego zdjęcia opisującego zwycięski Puchar Anglii. Mancini z trofeum w dłoniach ? Joe Hart w niebieskich serpentynach ? Nowiutki baner 00 YEARS ? Szalejący Nigel de Jong ? A może smutni piłkarze Stoke City świadomi, że mimo świetnego sezonu i niezłych perspektyw taka okazja może się już nie powtórzyć?
Ale jeśli szukać czegoś naprawdę mocnego, to wystarczy zwrócić się do Mario Balotellego . Tego samego, który zagrał w sobotę więcej dla drużyny i został zasłużenie zawodnikiem meczu, a w wywiadzie po ostatnim gwizdku z uśmiechem przyznał, że jego sezon to był shit. Gdyby nie świetny Sorensen Mario byłby jeszcze większym bohaterem. A Mancini słusznie przypomina, iż oczekuje takiej gry w każdym spotkaniu, a nie jedynie od święta. Jakiś postęp w cywilizowaniu młodego Włocha jest.
Smak trofeum wzmacnia przeczucie, iż na kolejne nie będziemy czekać 35 lat . Podkreślają to piłkarze, niewątpliwie dumni, iż wespół z menadżerem zbudowali ekipę gotową na kolejne sukcesy. To mi się podoba u Kompany'ego, że wolał przyjść tutaj i tworzyć coś 'od zera' niż od razu trafić do klubu, który wygrywanie ma we krwi. I Pablo Zabaleta, który po każdym spotkaniu pisze na swoim Twitterze o tym, że wszyscy muszą dalej ciężko pracować, aby wznieść się na szczyt. To bardzo proste komunikaty, ale jakże czytelne, bo świadczą o mentalności szukanej na Eastlands od lat. Jedno wiemy na pewno - to nie jest koniec starego typical City i lat kibicowania z humorem, ale początek zupełnie nowej drogi. Niezadowoleni z przejęcia Manchesteru City przez szejków też powoli zaczynają rozumieć, że zmiany to nic strasznego i naprawdę nic złego w tym, że chcemy wygrywać i mamy ku temu środki, których tak nam zazdroszczą. Poza tym, wciąż mamy w drużynie wychowanków i graczy jeszcze sprzed ery szejków. Dla nich - mam tu na myśli Richardsa i Harta - poprzez emocjonalny związek z klubem wygrana znaczy być może więcej niż dla reszty, ale nie chcę tutaj rozgraniczać - wygrali wszyscy. A zobaczyć uśmiech na twarzy Summerbee'ego i Booka po tylu latach, bezcenne. Nie były to ostatnie łzy szczęścia w ich życiu.
Nasz czas nadchodzi. Haters are welcome ;-)
Powtórzmy jakość sobotniego występu, a szybciej będziemy w piłkarskim niebie.
C'mon City for the final push!
sobota, 14 maja 2011, angamoss