Przed meczem na Ewood Park statystyczne zderzenie obu klubów wskazywało na czysty remis - Blackburn bez trzech punktów od grudnia, The Citizens bez zwycięstwa na stadionie gości w 2011 roku. Jedni walczą o utrzymanie, drudzy o Ligę Mistrzów. Obie ekipy po meczach swoich bezpośrednich rywali chciały skorzystać z okazji, aby nieco im uciec. W tle majaczyła historia - szaleństwo po awansie do elity w 2000 roku , czy uratowany w ostatnich minutach remis 2:2 w grudniu 2008.
I choć byliśmy zdecydowanym faworytem, spotkania z Rovers do spacerków nie należało. Owszem, pierwsze poł godziny to wręcz koncertowa gra(do tej pory nie wiem, jak ten strzał Silvy wyleciał z okienka), siedliśmy na przeciwniku prawidłowo, piłka sunęła nieomal z barcelońską manierą(224 celnych podań w ciągu pół godziny i 237 w przeciągu następnej godziny) , lecz skuteczność przypominała raczej pierwszą połową w finale Pucharu Króla. A co gorsza, gospodarze po pierwszym szoku ocknęli się, zwarli szyki, podwyższyli linię obrony i wzięli się do przejmowania inicjatywy. Z groźnymi Benjanim i Robertsem, a także Solem Bambą zrobili drużynie Manciniego dobry sprawdzian przed finałem FA Cup ze Stoke City. Dwóch wysokich napastników psrawiło, iż obaj środkowi obrońcy, którym przeznaczone jest grać razem do końca sezonu, musieli się mieć na baczności. Upiekło się nam przy faulu Kompany'ego, tam Marriner miał przesłanki, aby karnego podyktować. W jakimś sensie 'odkupił' swoją winę, nie pokazując zawodnikowi Rovers żółtej kartki za nadepnięcie Zabalety. Argentyńczyk to ma pecha, najpierw brutalny faul Scholesa, teraz to... jednak pokazuje wielki charakter, mimo drobnych urazów i pewnie gdzieś siedzących w głowach obawach o życie i zdrowie swojego ojca. Muszę cofnąć to, co sam o Pablo sądziłem przed sezonem - widziałem go na liście transferowej, a tu sprawił mi wielką radość i niespodziankę.
Gorzej z oceną drugiej połowy w wykonaniu Błękitnych. Tu o radości i miłych niespodziankach można było zapomnieć - w ich miejsce pojawiły się wstyd i przerażenie . Nie umieliśmy przez 20 minut wyjść z własnej połowy na dłużej niż minutę. Nagle każde podanie około 50 metra niecelne, ruchu z przodu mniej niż przy zerze bezwzględnym, obrońcy zaś faulowali rywali na potęgę, a Christopherowi Sambie w to graj. było naprawdę gorąco. Mancini nagle ucina prawe skrzydło - słabnącego(i trochę aroganckiego) Johnsona zmienia Edin Dżeko. Jak chcesz grać Roberto? Pracujący solidnie Balotelli cofnięty za Bośniakiem, co sprawia, że atak zrobi się węższy(bądź częściej zapraszani do niego będą boczni obrońcy), a tu o stratę i groźną kontrę jeszcze łatwiej.

Ale na boisku pojawił się Edin. Ten, który w lidze gola jeszcze nie strzelił, choć jego debiutancki gol w FA Cup miał przeogromne znaczenie(remis z Notts), jest pod wielką presją. Wystarczy mu jednak trzy minuty, aby puścić poprzednie 500 z groszami w niepamięć. Jak to się mówi - najpiękniejszy gol w jego karierze to nie był, ale z pewnością jeden z ważniejszych. Dżeko nie przestał się uśmiechać aż do pomeczowego wywiadu, przełamanie na tym etapie może się okazać równie istotnie jak w przypadku np. Torresa. Od przyjścia Bośniaka słusznie podkreślano, iż jest to dopiero przymiarka do Premiership(w przeciwieństwie do wspomnianego Hiszpana) i ewentualnymi niepowodzeniami nie należy się przejmować. Mancini wsparł zawodnika i to się opłaciło - facet z takimi umiejętnościami i osiągnięciami gole zdobywać będzie, ale potrzebuje na to czasu. Czyżby eksplodował w idealnym momencie? Jeśli potwierdzi swoją skuteczność w starciu z Młotami to kto wie, czy Roberto go nie wystawi na szpicy ataku 14 maja?
Wyboru wielkiego mieć nie będzie. Z doniesień prasowych wynika, że Tevez nie wykuruje się na tyle, aby odegrać znaczącą rolę w finale, o wcześniejszych meczach ligowych nie wspominając. W ogóle jego pozycja, zarówno kapitana jak i czołowego napastnika, została zachwiana. Czytamy o rzekomym transferze do Interu - żadna niespodzianka, po uspokojeniu sytuacji w grudniu byłem przekonany, że to tylko odwlekanie sprawy do lata, ale Włochy? Poza tym, jego forma fizyczna(zmęczenie sezonem?) i strzelecka pozostawiała nieco do życzenia. Nie jestem zwolennikiem odstawiania Carlito na boczny tor, ale skoro potrafimy wygrywać bez niego, to pewne wątpliwości się rodzą. Nieszczęśliwego i tak nie ma sensu trzymać w klubie... pożyjemy, zobaczymy.
Mimo wielu zastrzeżeń do prezencji The Citizens w poniedziałek nie mamy prawa narzekać, gdyż wygranych po ciężkim boju i przewadze przeciwnika nie zaliczyliśmy w tym sezonie za wiele. Innymi słowy - brakowało ich. Choć generalnie nie zgadzam się z powiedzeniem, iż zwycięzców się nie sądzi, to tym razem przymknę oko i spokojnie wyczekuję przyjazdu na CoMS kolejnego kandydata do spadku - West Hamu United. Tottenham jedzie na Stamford Bridge. Siedem punktów przewagi po weekendzie? Perfekcyjna pozycja do wyjazdu na Everton i Champions League decidera z Kogutami właśnie. Miejmy się jednak na baczności. Liga Mistrzów, choć blisko, jeszcze nie została osiągnięta.
środa, 27 kwietnia 2011, angamoss