Wygrajmy Puchar Anglii dla Neila Younga
Komentarze tej treści nieśmiało ukazywały się i ówdzie po śmierci legendy Manchesteru City. Brzmiały pięknie, aczkolwiek we wstępnych fazach Pucharu przypomniały pobożne życzenia, naiwną wiarę w sprawiedliwość w piłce nożnej. Przecież zmarł Ten, który strzelił jedynego, zwycięskiego gola Leicester City w 1969 roku, kiedy po raz ostatni triumfowaliśmy w tych najstarszych rozgrywkach na świecie. A obecną kampanię The Citizens rozpoczęli w czerni i czerwieni, wspierając swojego byłego zawodnika w czasie ciężkiej choroby.
Przed nami półfinał - dlaczego nie wygrać FA Cup dla Neila Younga i uczcić Jego pamięć w sposób najlepszy z możliwych?
Wszak duch Pucharu czuwa nad nami od samego początku - remisowaliśmy z teoretycznymi outsiderami, strzeliliśmy sporo(16) goli w sześciu spotkaniach. Nawet będąc w przeciętnej formie udało się nam i pokonać w dobrym stylu sąsiada z Premiership, i w trudzie wywalczyć awans do 1/2 w konfrontacji z naprawdę solidną ekipą z Reading. A na drodze do finału i upragnionego trofeum stoją w pierwszej kolejności nasi arcyrywale zza miedzy, ostrzący sobie zęby na każdą naszą próbę wygrania czegokolwiek, w drugiej - bez względu czy przyjdzie kruszyć kopie ze Stoke czy Boltonem - my sami. Na naszych oczach może urodzić się nowa, wielka historia tego klubu, w dodatku tak silnie powiązana z zaszłościami, do których z biegiem lat mamy zamiar przestać wzdychać z zazdrością.

Schodząc na murawę - powrót z Kijowa nie miał tak złego wpływu na drużynę jak się spodziewałem. Zawodnicy Reading i tak wyszli na boisko w pełni zdeterminowani i świadomi swoich możliwości - Everton mogli pokonać wyżej niż 1:0, w Champioship notują świetne wyniki(bez porażki od miesiąca) i są w grupie pukającej do bram play-offów, wciąż jednak mają 6 punktów straty do szóstego Nottingham Forest.
City, już ze świadomością kto czeka w półfinale, nie zależało na forsowaniu tempa od pierwszych minut. Wolny start przełożył się na dość niespójną grę - sporo niedokładności i niezrozumienia, swoje pole do popisów ambicji mieli piłkarze Reading. Za wiele nie zdziałali - obrona The Citizens solidna, wreszcie z de Jongiem (zanotował Holender kilka ważnych przechwytów i odbiorów, co jeszcze mocniej uświadomiło mi, jak Nigel jest ważny dla City) i Kompanym, któremu do perfekcji nieco zabrakło(żółta kartka). Swoją rolę spełnił także Kolarow. Naprzeciw Serba szarżował szybki Jimmy Kebe , sprawiający trochę problemów, ale - zwłaszcza w drugiej połowie - Malijczyk nie był w stanie minąć lewego obrońcę City. Niestety, nasz Aleksandar Z przodu Kola też tak dobrze nie wyglądał. Z prawej strony Richards, co raz lepszy, co raz pewniejszy i z golem wysyłającym nas na Wembley. Powołania do reprezentacji Anglii powinno być już w drodze, Micah.
(Clive Mason/Getty Images Europe)
Jakby nie chwalić naszego wychowanka, to widowisko na CoMS przyćmił i tak David Silva , na tę chwilę najlepszy transfer Manciniego w ogóle. Hiszpan bywał w dwóch, trzech miejscach jednocześnie. Podawał, dryblował, a nawet zaliczył piękną "majtę" w pierwszej połowie, co wcale nie przeszkadzało mu błyszczeć prawie za każdym kolejnym dotknięciem piłki(takie minięcie Harte'a palce lizać). Mecz zakończył z asystą, a mógł mieć ich na koncie znacznie więcej, gdyby tylko kolegom nie zabrakło zimnej głowy przy wykończeniu. Choć David nie ma prawa narzekać, gdyż sam zmarnował dwie swoje okazje, raz chciał ośmieszyć Aleksa McCarthy'ego identycznie jak bramkarza Wigan tydzień wcześniej. Golkiper angielskiej młodzieżówki nie dał się zaskoczyć i ogółem trzeba przyznać, że był jednym z lepszych zawodników gości.
Martwi w kontekście nadchodzących pojedynków z Dynamem i Cheslea dołek Carlosa Teveza, objawiający się głównie nieskutecznością przed bramką rywali. W samym poruszaniu się po boisku też mu czegoś brakuje - może to reakcja na eksperymenty w ataku Roberto Manciniego? Włoch wciąż nie może się zdecydować, kto ma grać. Wydaje mi się, iż najmocniejsze zestawienie przodów wg Roberto(przy de Jongu, Y. Toure i Barrym w pomocy) to Silva, Tevez i Balotelli, o ile Mario przejawi zainteresowanie meczem. Co spotkanie ustawienie ataku wygląda inaczej, podobnie jak funkcja Carlito.
Jednak dawno nie widzieliśmy tak dużo strat i prostych, technicznych błędów z jego strony. Sportowej złości jednak nie brakuje, aczkolwiek frustracja ta częściej przelewa się dosłownie na przeciwnika, tak jak w niedzielę. Symbolem bezradności Teveza w pojedynkach z obrońcami Reading był moment, kiedy pchnął Brynjara Gunnarssona gdy ten nie pozwolił przejść się Argentyńczykowi skutecznie go blokując. Czyżby forma Teveza w nadchodzących miesiącach miała zdecydować o losie City w pucharach i lidze? Jeśli tak, to trudno spodziewać się cudów, statystyka nie kłamie, ostatnio strzelamy bardzo rzadko...
Dominacja i zwycięstwo to miła odmiana po kilku spotkaniach z podobną przewagą, ale wynikiem niekorzystnym. Mimo, iż to tylko(?) Reading, nie kryję zadowolenia z rezultatu(bardziej) i stylu(trochę mniej) czy choćby z występu Shauna Wrighta-Phillipsa. Jest półfinał. United czekają. Do Wembley pozostało jeszcze kilka tygodni, najpierw czekają nas nie mniej ważne starcia, sezon jeszcze się nie skończył, sukcesu odtrąbić nie sposób.
Co by się jednak nie wydarzyło do kwietnia, zróbmy to.
Wygrajmy FA Cup dla Neila Younga.
poniedziałek, 14 marca 2011, angamoss