Koniec przygody Manchesteru City z Ligą Europy.
Sprawcą - Mario Balotelli , a pośrednio jego orędownik na Eastlands, Roberto Mancini.
Jednak jak sobie przypomnieć wyskok w stylu wschodnich sztuk walki w wykonaniu Nigela de Jonga i tylko żółta kartkę pokazaną przez Webba, to oceniając tą samą miarą, gracz Dynama powinien zostać co najmniej upomniany za symulowanie.
Mario powinien strzelić zaraz na początku spotkania. Tyle gadania po próżnicy, wstyd panie Balotelli. Choć pan to za mocne określenie. Dzieciaku chyba brzmi lepiej. Chciałbym usłyszeć jakiś jego komentarz, ocenę swojej postawy, może odrobinę samokrytycyzmu. Wtedy przez chwilę pomyślałbym, że ta czerwień nie poszła na marne i ten facet kiedyś dojrzeje. Łudzę się, prawda?
Wątpię też w zmianę postępowania Roberto. Jeśli pupil z Mediolanu usiądzie na ławce na dłużej, Mancini przyzna się niejako, że 1. sprowadzenie Włocha było niedorzeczne 2. zwłaszcza, że zajął on miejsce innego charakternego - Craiga Bellamy'ego. Z litości nie będę porównywał obu zawodników. Craig może i nie potrafił czasem się przymknąć i zaakceptować stanu rzeczy, lecz na boisku dawał z siebie tyleż co Tevez, z podobnym skutkiem śmiem powiedzieć, dzięki czemu natychmiast dorobił się i szacunku Eastlands, i krótkiej, acz treściwej przyśpiewki. Mancini ocenił jego przydatność inaczej. I dziś dogłębnie poczuł, że pieniądze za nie-tak-znowu-Super Mario to nie całość ceny, jaką przyjdzie zań zapłacić.

Żeby zakończyć zarzuty pod adresem naszego Włoskiego menago, wyrażę swą wątpliwość co do jednej ze zmian. Nie jestem przekonany, iż Silva powienien schodzić(no chyba, że doznał drobnego urazu). Rozumiem, że wprowadzając Dżeko Mancini przyjął, że z rwanej gry David niczego nie wskrzesi, a wzrost i koordynacja Edina bardziej się przydadzą, czy to przy dalekich wrzutkach na aferę, czy przy stałych fragmentach. Ale to właśnie Silva mógł podać decydującą piłkę, której tak nam brakowało.
Podobać się mogła za to odpowiedź zespołu na osłabienie - natychmiastowy gol dający nadzieję na lepszą drugą połowę. Widziałem wczoraj więcej zaangażowania niż w dwóch ostatnich meczach ligowych razem wziętych. Miejscami dominowaliśmy jak w weekend z Reading. Jednak o wyniku czasami decydują milimetry, a nie grube miliony - gdyby Tevez dotknął piłkę po strzale Yayi Toure w 94. minucie prawdopodobnie zmyliłby Szowkowskiego tak jak przy strzale Kolarowa, kiedy takiego kontaktu nie było. Aż przypomina się świetne wideo z youtube pt Efekt motyla . W każdym razie zespół pokazał charakter i chciał awansować dalej mimo iż rozum jednego z nich został w szatni. Przynajmniej powiało optymizmem przed jakże ważną niedzielą.
Sporo dyskusji wywołały niektóre decyzje sędziowskie, rzekomo faworyzujące nurkujących kijowian. Nie lubię takiego podejścia do sprawy. Dynamo w dwumeczu grało mądrze, a jeśli sędzia za bardzo dostrzegał przewinienia City i Ukraincy to wykorzystywali - plus dla gości. Tłumaczenie się arbitrem nie jest moją ulubioną formą bronienia Manchesteru City. Przyczyn porażki w tej rywalizacji było wiele, a sędziowanie ustawiłbym na szarym końcu.
Cholernie cieszy powrót Adama Johnsona. Mancini wziął lekcje u Fergusona i Wengera z zasłon dymnych, bo nic nie wskazywało, żeby Adam miał się pojawić choćby na ławce, przewidywano jego powrót na Chelsea przecież. A tu wystąpił, dodał nieco świeżości zespołowi i tylko fakt, że nie jest jeszcze w formie nie pozwolił mu zadecydować o grze w większym stopniu(jak np. na Villa Park). Jeśli Mancini skreśli Balotellego, to AJ powinien wskoczyć w jego miejsce przynajmniej na 45 minut.
Nie zgadam się również z tymi, którzy zarzucają Manciniemu "zachowawczość" i wystawienie trzech defensywnych pomocników. Po pierwsze, najwyższy czas obalić mit, że gramy trzema DM. Yaya Toure jest ustawiany wyżej od de Jonga/Barry'ego i ma więcej zadań ofensywnych, startuje do kontr i tym podobne. Po drugie, w Kijowie Dynamo zdominowało środek pola i potrzebowaliśmy spokoju na tyłach, by móc konstruować ataki. I wcale nie huraganowe - Mancini chciał pokonać Siomina w partii szachów, a nie w biegu na "setkę", lecz plan wziął w łeb po czerwonej kartce. I to Dynamo zagra z Bragą w ćwierćfinale Ligi Europy.
Cele na obecny sezon stały się jasne: pierwsza czwórka i jeden puchar. Nie wiem, czy jesteśmy w stanie tego dokonać; w moim odczuciu wczoraj na Eastlands zobaczyliśmy zespół, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Stamford Bridge is calling
piątek, 18 marca 2011, angamoss