Nie ma weekendu bez kontrowersji związanych z Manchesterem City. Jeszcze w piątek media obiegły zdjęcia bójki (?!) pomiędzy Super Mario a Boatengiem. Dżentelmenom poszło podobno o zbyt ostre wejście Niemca, a że Balotellemu wystarczy najmniejsza iskra żeby wybuchnąć, to starcie wydawało się wręcz spodziewane. Włoch zagrał za to całe spotkanie z Boltonem, a Jerome nie zmieścił się nawet na ławce rezerwowych, co pewnie skłaniało do wątpliwości, czy przypadkiem Mancini nie faworyzuje swojego podopiecznego(znają się wszak jeszcze z Interu). W takim układzie cierpi niewątpliwie Adam Johnson ale to temat na osobną notkę. Małą burzę wywołało również zachowanie Teveza podczas zmiany Carlito coś pokrzykiwał do Manciniego, wyraźnie był niezadowolony z faktu, iż musiał opuścić boisko. Przykładów podobnej niesubordynacji w piłkarskim światku znajdziemy mnóstwo i zdaje się, że takie drobne zwarcie nie ma prawa mieć większego wpływu na dalszą współpracę między piłkarzem a menadżerem.

W sobotę ponadto zostaliśmy skrzywdzeni przez sędziego liniowego, który źle pokazał pozycję spaloną Silva, adresat podania, w momencie zagrania był za ostatnim obrońcą. Ten sam asystent kilka minut wcześniej nie zauważył, że Petrow znacząco przesunął linię obrony i w chwili długiego podania Balotelli na spalonym nie był. A skoro już o Martinie mowa, to jego 67 minut na Eastlands dowiodły solidności, jaką się zawsze odznaczał. No i te rzuty wolne naprawdę mało brakowało, aby w ten sposób zdobył gola wyrównującego. Fajnie, że kibice na CoMS pożegnali go oklaskami , zawsze to jakaś pociecha dla Bułgara, nieładnie potraktowanego przez klubowy menadżment, gdy wygasała jego umowa z klubem.
Mimo brutalnego wkroczenia na angielskie areny zimowej aury Manchester City radzi sobie nieźle. Na znienawidzonym przeze mnie Brittania Stadium byliśmy bliscy zwycięstwa, Salzburg właściwie nie miał nic do powiedzenia w środę, poza zaadoptowanym Alanem naturalnie:), a Bolton oddał wczoraj tylko jeden celny strzał na bramkę. Pozytywną tendencyjność tego zestawienia przeciwstawiają się inne fakty Stoke City mogło w ciągu 20 pierwszych minut strzelić dwa gole, a nasza obrona w ostatniej minucie meczu zachowała się fatalnie(po co Kolo wybijał piłkę na oślep, wie on sam). Dwóm ostatnich rywali powinniśmy wypuścić z mnóstwem goli w worku(przede wszystkim z Boltonem!), że tak się nie stało - sporo w tym winy Balotellego właśnie. Richards opisuje Mario jako technicznego geniusza, Mancini zaś twierdzi, że młody Włoch nie cieszy się z bramek, bo ich zdobywanie to dla niego normalna rzecz. Otóż chyba nie do końca obił Boltonowi i słupek, i Jaaskalainena, zamiast po prostu skończyć mecz i oszczędzić kibicom horroru po wyrzuceniu Kolarowa. Oczywiście nie zapomniałem o szansach Zabalety, Aleksandara, Teveza czy poprzeczce Silvy. Może to faktycznie tak jest, że Mario siłą rzeczy przyciąga uwagę i pilniej śledzimy każdy jego krok? Styl gry ma nieprzeciętny - choć sprinter z niego niezły, to często po prostu stoi z piłką, by jednym zwodem zmylić dwóch obrońców i oddać potęzne uderzenie. A na twarzy - wieczna nieobecność, tak bym to określił. Mam nadzieję, że Mancini wie co robi.
W każdym razie, czego nie udało się w jedenastu ze Stoke, powiodło się w dziesięciu z drużyną Owena Coylea, co pozwoliło mi odetchnąć z ulga i choć na moment pomyśleć, że z taką grą(+lepsza skuteczność;)), to Liga Mistrzów musi być i koniec . Idzie jednak najtrudniejsze Boxing Day i szaleństwo okołonoworoczne(najgorętsza atmosfera mimo minusowych temperatur), a rywale nie byle jacy Everton i Arsenal , z którymi Mancini jeszcze nie wygrał , groźne Newcastle i Aston Villa , na dokładkę West Ham (wyjazd, już za tydzień) i Blackpool(Nowy Rok). Nawet nie próbuję oszacować, ile punktów na koncie po piątym stycznia by mnie satysfakcjonowało. Rywale przecież też mogą się pogubić, a mając na uwadze kompletną nieprzewidywalność w tym sezonie, żadne rozwiązanie nie wydaje się dość absurdalne, aby je z całą siłą wykluczyć.
poniedziałek, 06 grudnia 2010, angamoss