D ługo ociągałem się z wpisem na temat derbów Manchesteru. Choć mecz czekał na obejrzenie od poniedziałku, nie mogłem się przemóc. Nie chciałem. Nie oglądałem skrótów, znając wynik, tak cholernie bolesny i co już wiem, bo w końcu starcie odwiecznych rywali w mękach zobaczyłem niesprawiedliwy. Futbol z zasady nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością raz szalejemy z radości w związku z tym, w innych wypadkach klniemy, na czym świat stoi, dlaczego piłka jest okrągła i jak to się dzieje, że póki jest w grze, to wszystko, absolutnie wszystko jest możliwe. A najgorsze staje się tak często naszym, kibicowskim udziałem. Pewnie napiszę to jako któraś osoba z kolei - Michał Okoński niesamowicie trafił z nazwą swojego bloga. Futbol w istocie jest okrutny!
Z racji tego, że bliżej do sobotniego spotkania Arsenalu i Man City niż do zeszłej soboty, odpuszczę sobie wnikliwe analizy tamtego czarnego dnia. Mogłaby to być ciekawa lektura, jednak chyba każdy zrozumie, że nie mam na to specjalnej ochoty. Nikt nie zasłużył na wygraną, ani United, ani City nie pokazali futbolu, który z całą pewnością upoważniałby do zgarnięcia trzech punktów . Gdzieś po głowie chodzą mi myśli, że taki mecz już widziałem istotnie, pamiętacie wizytę Liverpoolu na CoMS? Tam goście mieli jeszcze mniej z gry, niż United(The Citizens zresztą też), ale padł ostatecznie bezbramkowy remis, który zarówno nikogo nie satysfakcjonował, jak i nie krzywdził. Po prostu adekwatnie do poziomu widowiska.
Zawodnikom Manciniego zabrakło zwyczajnie koncentracji. Stary lis biegł przez pół boiska do pola karnego bez asysty ani jednego Obywatela, aż spokojnie umieścił piłkę w siatce. Trzeci mecz w tym sezonie przegrywamy z Fergusonem z powodu błędów w ostatnich sekundach meczu. Dwukrotnie tracimy tego gola po strzale z głowy(Roo w pucharze i teraz Scholes), raz po mało eleganckim przedłużeniu czasu gry, a potem z wściekłością spod łba patrzymy na fanów czerwonych tańczących w ekstazie. Znów im się udało. I jeszcze to Chelsea w bardzo niedobrym stylu przegrywa z Tottenhamem i przewaga lidera stopniała do jednego punktu. Daliśmy czerwonym nadzieję na tytuł, zamiast ją pogrzebać na amen. Emocje uległy totalnej polaryzacji każdej następnej kolejce tragiczna złość będzie stać na przeciw boskim uniesieniom. Jedni będą w piłkarskim niebie, drudzy będą się smażyć w piekle, z pewnością w towarzystwie arbitrów angielskich boisk.

W skutek nieprzeciętnej formy Kogutów tracimy do czwartej lokaty dwa punkty, a nad szóstymi The Villans mamy jeden punkt przewagi i mecz w zanadrzu. Następny wpis poświęcę w całości spotkaniu z The Gunners, teraz tylko zaznaczę jak by to nie było oczywiste że już nie ma czasu na błędy. To ostatnie spotkanie wyjazdowe w tym sezonie, potem pozostaje nam bezlitośnie przyjąć Aston Villę, Koguty i West Ham United. Zadanie jest trywialne: ogolić rywali i zmyć potworną plamę na honorze, jaką rudzielec nam zafundował. Sezon się jeszcze nie skończył, ale już nie mogę się doczekać kolejnych derbów, srogiego rewanżu, by miasto było Błękitne.
I am sorry for the supporters, but at the end of the season we will have a good gift for them because I think we will get the fourth position.
Roberto Mancini
Największym paradoksem ostatnich spotkań w każdej wyrównanej lidze jest sposób, w jaki obdarowujemy inne kluby pragmatyczną sympatią. W minionych kolejkach sprzyjałem Arsenałowi i Chelsea, a jutro przyjdzie kibicować United, by powstrzymali świetną passę Tottenhamu. I na tym koniec. Dalej potrafimy liczyć i będziemy liczyć tylko na siebie. Liga Mistrzów wciąż w naszym zasięgu!
piątek, 23 kwietnia 2010, angamoss