zostałam właśnie dokarmiona na okoliczność wysiłku umysłowego. przyszła bułeczka cynamonowa i mini rogalik francuski z jabłkiem (ostatni budyń w rodzinie ja przespałam). czy stopień dożywiania ma byc proporcjonalny do żądanego wysiłku?
rodzi się pytanie: w jaki sposób można wymierzyć właściwe proporcje? chyba nawet bezwzględna umiejętność obliczania średniej ważonej nie da mi nic. chyba, że istnieją propozycje odpowiednich wag jakie należało by przyjąć? rozpisuję konkurs:
poszukiwany współczynnik do przeliczania ilości dostarczonego pokarmu typu sweets na długość/intensywność pracy umysłowej (kto nie otworzy serca nie dostanie widelca jak właśnie zauważył bezbłędnie Kazik z krążka Czterdziesty pierwszy)
toteż przewidziano nagrodę - widelec.
o, tak a propos, napisałam wypracowanie na temat "Postać, którą podziwiasz lub wywarła największy wpływ na twoje życie". bohaterem owego uczyniłam wyżej wymienionego Kazimierza Staszewskiego, z silnym wskazaniem na pierwszą część polecenia. przyznam, że to ciekawe doświadczenie. tak myślałam o tym pisząc w Empik Junior Cafe. bardzo dobrze się czuję w tym miejscu. dałam też radę w tym krótkim czasie zwalić z półki dwa słowniki, porozmyślać nad tym, że mają teraz regały na kółkach, a kosmata wykładzina podłogowa dodaje wrażenia miękkości i obejrzeć audiobooki wybierając w myślach tego, którego chciałabym mieć (z jednoczesną świadomością, że i tak nie kupię).
przedpołudnie ma tę poważną zaletę, że nie ma jeszcze tego całego motłochu. bosz... co to będzie jak oni wszyscy zaczną kupować prezenty?!
a ja bym juz też chciała. nie dla radości obdarowywania, ale przede wszystkim przyyyjemności kupowania. ach.
piątek, 21 listopada 2008, anews