I znowu poniedziałek. Weekend zaliczę do kategorii bardzo udanych. Ponowna wizyta na zabiegach nad morzem. A że Fos po podróży zaliczył poważny zjazd samopoczuciowy to zabiegi okazały sie zbawienne. Wszystko to połączone z odwiedzinami u mojego Rodzicielstwa. Zabraliśmy również Ojca na zabiegi i wrócił jak odnowiony. I bardzo zadowolony. Wszystko to niesamowicie miłe było. Zaliczyliśmy oczywiście obiad w naszej ulubionej knajpce kołobrzeskiej. Ach... i grzane wino z miodem do tego...
Fos nie ustaje w zaskakiwaniu mnie. Wczoraj podczas drogi powrotnej wzięło Go na zwierzenia. Że sama decyzja o Bodzince była trudna ale teraz już nie może się doczekać informacji, że już nam coś rośnie. Słodko tak ;)
A wieczorem kolejne zaskoczenie. Zostałam zaopatrzona w nowy sprzęt. Fos mi wszystko przygotował i odziedziczyłam po nim laptopa. Od razu mi wszystko szybciej chodzi. I nie będzie juz takiego czekania na zdjęcia. Zmiany... zmiany..
poniedziałek, 30 listopada 2009, blisko-nieba