Nie ma to jak zacząć tydzień kulturalnie i światowo wszystkim
przyjemnie się zrobi i przyklasną, żem jak ten pan od Puszkina,
uczion i oczień mił. Nu, wot i pojechali, do potwornej kobyły, ale
skoro nabyłem, to czytać muszę, a skoro czytam, to nikomu nie podaruję i pod
nos podsunę. Hugo Grocjusz, De Jure Belli ac Pacis, czyli Prawo
wojny i pokoju z 1625 roku. Piąty rozdział w pierwszym tomiszczu
chyba wszystkich zauroczy.
1. O prawie rodziców dzieci tyczącym
Nie tylko do rzeczy, ale i do osób nabywa się prawo. Może być nabyte
początkowo przez zrodzenie, przez ugodę lub z przyczyny występku. Przez
zrodzenie, jest nabyte prawo rodziców do dzieci. Mówię o obojgu, o ojcu i o
matce, ale jeśli między sobą te dwie władze nie są zgodne, racja ojca
przeważa, z powodu wyższości płci.
I odnośnik właściwy jest tu, do Seneki, który w Kontrowersjach
przedkładał, że główna rola jest ojca, a wtórna matki. I potem idą różne
inne cytaty, z przeróżnych Ojców Kościoła (tego cywilizowanego, naszego).
2. O prawie sprzedawania dzieci
Choć władza ojcowska tak związana jest z osobą i z rolą ojca, że nie może od
niego być oddzielona i przekazana innemu, niemniej jednak, przy braku
przeszkód ze strony prawa cywilnego, ojciec może dziecko swoje w zastaw
oddać, a gdy jest konieczność, nawet go sprzedać, jeśli nie miałby innej
możliwości utrzymywania go. Jest to stare prawo tebańskie, jak się wydaje,
przekazane innym ludom. Dotarło ono tam od Fenicjan, a do nich od
Hebrajczyków. Apoloniusz powiadamia nas, w liście do Domicjana, że to prawo
obowiązywało już między Frygami. W istocie, natura zakłada przydanie prawa
czynienia wszystkiego bez czego nie otrzyma się tego, co ona sama nakazuje.
Drodzy Panowie, Tebanie, Frygowie oraz Pitekantropusy są po naszej stronie i
jeśli natura przypili a na ćwiartkę zbraknie, nie wahajcie się,
etiamsi daremus Deum non esse,
mamy tu poparcie Ojca Prawa Międzynarodowego.
I nie irytujcie ducha jego, bo jeszcze wróci i nas sprzeda.
poniedziałek, 13 lutego 2012, andsol-br