Występy Moon widziałem już wcześniej, ale nie robią na mnie żadnego wrażenia. Już wiem, przeze mnie jakaś siła wyższa przekazuje ludzkości komunikat alfabetem Morsa!
2009/11/15 23:38:49@kwik: związany z Boską proporcją, nie daj Fibonacci? Bo widziałeś występy Moon na blogu miskidomleka?
2009/11/15 23:04:13@ tichy - panie doktorze, prowadzę regularny tryb życia, jednak moje wypróżnienia tworzą dziwny i niepokojący patern.
2009/11/15 22:58:08Kwik, Ciekawy wywód Twój pozostawię sobie do przemyślenia. Układanka słów z podmienionymi przyimkami, a jakże czasem inna jej wymowa. Dalej pozostaje nam już tylko filozofowanie.
2009/11/15 22:48:48Andsol, Kwik: "regularności"?
A co za one? Takie co za regułą. A co reguła? Wzorzec.
Swoją drogą, to nie takie złe... tyle, że jest problem z odbiorcą. Komuś zaraz się skojarzy,że regularności muszą być regularne (np., powtarzające się co dokładnie dwa kroki lub co godzinę, jak tramwaj), i klapa.
Już nie wspomnę o narzucających się naleciałościach z tzw. codziennego życia... "Czy prowadzi Pani regularny tryb życia" - pyta lekarz. "A wypróżnienia - czy regularne?"
Albo, że nieregularności - którymi też zajmuje się matematyką - mogą być regularne.
Ale problem nie w danym słowie, takim czy owakim, tylko w jednym słowie - z góry skazana na porażkę próba wciśnięcia słonia do naparstka.
@ad - bedowska: każdy komentator dodający swój głos w temacie jest mile widziany. W tym przypadku dostanie też uwagę, że owe uwagi Lema były tu niedawno (niecałe 3 miesiące temu) wniesione przez anuszkę, jak z pewnością wiesz - fizyczkę, i że w w dyskusji trzech matematyków (tichy, Jurek Kocik i ja) wyjaśniliśmy czemu można (i trzeba) przeciwstawić się punktowi widzenia Lema. Co więcej, Jurek okrył właściwe źródło powiedzonka w książce Tobiasa Danziga, dobrotliwie nie zarzucając wprost Lemowi plagiatu a raczej fuzzy memory.
Co do artykułupo polsku, pięknie dziękuję - nieomal równocześnie dostałem od Jurka wiadomość, że wyszperał to tłumaczenie (a w liście sugerował, że ktoś powinien to przetłumaczyć na polski :D ) - leży to w trzech plikach tutaj.
Za parę godzin wstawię obiecany wpis o tym artykule.
@kwik: tam też dorzucę parę uwag o tłumaczeniu.
@Throgh: z pewną ulgą zgodzę się. Bo wyobraź sobie jak ja bym miał gdyby pomysł jednak został przyjęty i racjonalista.pl potem napisał, że ja go podsunąłem prymasowi.
@ ad - dziękuję, już znalazłem.
Tam jest tak:
"Matematyk, jak malarz czy poeta, tworzy formy*. Jeśli jego formy są trwalsze niż tamte, to dlatego, że rodzą się z idei.
Tak więc matematycy przy swoich biurkach przetwarzają idee na formy.
*Lockhart użył tu słowa pattern, które nie ma tak wieloznacznego odpowiednika w języku polskim. Spośród wielu znaczeń tego słowa "forma" wydała mi się najwłaściwsza. W tym sensie forma to zarówno figura geometryczna, jak wielomian czy rekurencyjna definicja ciągu."
A teraz idziemy do oryginału:
"A mathematician, like a painter or poet, is a maker of patterns. If his patterns are more permanent than theirs, it is because they are made with ideas.
So mathematicians sit around making patterns of ideas."
Niestety forma jest już tak mętna i wieloznaczna, że dostajemy bełkot. Poza tym "made with ideas" to zrobiony przy użyciu idei, a nie zrobiony z idei, wtedy byłoby "made of ideas".
A spróbuję z regularnością zamiast formy:
Matematyk, jak malarz czy poeta, jest twórcą regularności. Jeśli jego regularności są trwalsze niż tamte, to dlatego, że użył do ich stworzenia idei.
Czyli matematycy siedzą i tworzą regularności z idei.
Nowy Testament i srebrniki to jedno, a Judasz jako trzynasty, pechowy jak się okazało, uczestnik ostatniej wieczerzy, to drugie. Tak mi się skojarzyło.
2009/11/15 21:35:41Ma być w "kategorii"- w zapisie poprzednim zgubiło się jedno "i"
2009/11/15 21:34:12z symbolami " " coś nie wyszło, więc powtórzę:
rozmowa ( trakttat) =(oświecony, pleban, osioł, ciąg relacji)
Pozwól Andsolu, że z umowy raz jedyny się wyłamię i coś tutaj napiszę. Potem komentował będę na moim blogu, do którego tutaj (w blogu swoim) ścieżkę udostępniłeś.
St. Lem w swojej arcyciekawej książce pt. Summa technologiae pisze m.in. o relacjach między matematyką a fizyką. Matematyka wg niego to wielki magazyn, zawierający wiele różnych dodatków i gotowych elementów krawieckich, do którego wchodzi fizyk z pracowni krawieckiej i dobiera sobie elementy, by potem z nich dopasować i uszyć garnitur. Bardzo często zdarza się jemu, że wychodzi z tego ubiór zdobiący strachy na wróble.
Tak to jest gdy utworami (idee i ich transformacje) poddanymi logicznej "obróbce" stara sie opisać konkrety (wytwory natury) i człowieka.
Może ma rację Lockhart uważając matematykę jako sztukę najwyższego lotu, która ma stanowić pożywkę duchową dla wybrańców.
Wspomniana książka Lema może być inspiracją dla wielu przemyśleń, sądzę że prowadzących do przeciwstawnych konkluzji niż tych , które wynikają z Lockharta.
5-grid: Papugowanie prowadzi czasem do błędów (gruid/i), no w polskim też Ci się zdarzają (na codzień), a w zapisach matematycznych tym bardziej- trzeba rożróżnić zapis wektora wierszowego od trójki uporządkowanej. Traktaty w kategori krótkich rozmów u Reja, Galileusza, których pomysł splagiatował Lockhart, w modelu uprawianym niekiedy tutaj ma postać:
Rozmowa=
Kwik: W miesięcznikach tegorocznych "Matematyka" Lockhart jest pięknie przetłumaczony.
Na koniec przepraszam Andsola za moje wtrącenia (komentarz).
Jeśli już to w liczbie pojedynczej musi być regularność, bo inaczej nie ma liczby mnogiej. Lepsza już regularność niż wzorzec, chwilowo jestem za.
2009/11/15 21:10:00@Throgh: może zbyt rzadko czytam Nowy Testament, ale z Judaszem kojarzy mi się trzydziestka, a trzynastka tylko z kotem.
@kwik, tichy: a może "regularności"? Bo to powiązane i z rządzeniem i z miarką...
Co do koloru hypertekstowych słów, zdołałem dojść z Bloksem do ugody i już pokazuje je jak ja chcę, a nie jak on.
Teaching to nauczanie, nie widzę problemu. Ale dwuznaczność wzorca w roli paternu jest katastrofalna. Bo przecież nie chodzi o wzorzec jako szablon/matryca, tylko wzorzec jako wzór, regularność. Wziorzec byłby już lepszy.
A co za debil wymyślił żeby nazywać wzorem formułkę? Do dupy z takim jęzorem.
Kwik: tak, Matematyka jako "nauka pacierzy" - pyszne!
A też dlatego, że mamy jedno słowo "nauka" na "teaching" i na "science". A, też - naturalisci to tacy, co się na golasa opalają, tak na marginesie.
No, mamy "wzorce". Jak się ma wzór do wzorca? Pewnie tak samo jak dwór do dworca.
U Brucknera definicja "wzoru" jest starocerkiewna i do sedna - "to, na co się wziera".
Ale, nie trzeba się katować, że "wzory" po polsku mają dwa znaczenia, jedno be, drugie cacy.
Lockhart też używa słowa "pattern" - dokładnie! - w tych dwóch znaczeniach - raz dobra wzorca, raz zła.
PS. Hi, hi - Andsol przesunął "tu" na koniec linijki.
A jak matematyk tłumaczy na polski ang. pattern? Matematyka to "science of patterns", a po polsku?
Pora przestać się oszukiwać, że mamy dobry odpowiednik, nie mamy. A przecież jest już piękne staropolskie: pacierz. Etymologia jest bardzo zbliżona:
poradnia.pwn.pl/lista.php?id=1578
www.etymonline.com/index.php?term=pattern
A propos drugiego wątku notki: Chciałem zaznaczyć, że trzynastka bardziej się kojarzy z Judaszem niż z Jezuskiem, więc pomysł i tak by nie wypalił.
Ciekawa ilustracja zjawiska "znikania"... z natłoku 3 (słownie: trzech) linków, 2 są wyraźnie widoczne, i kliknięcie na nie powoduje zalew informacją. Przez to skromniutkie i cichutkie "tu" w kąciku następnej linijki "znika".
Przynajmniej w mym oku. Zobaczyłem je dopiero wtedy, gdy napisałeś, że przecież była kreseczka pod dwma literkami.
Skoro o regule trzech mowa, to przedstawić sobie pozwalam mój model produktu edukacji, nie tylko matematycznej. Coś jak RGB trójka, np. [250 128 114] (łosoś)...
IKO - Indyk Kanarek-Orzeł [I K O]
Indyk - jaki jest każdy widzi,
Kanarek? - świetnie ma się w klatce, nie przeżyje ani pół dnia w realu,
Orzeł - szybuje wysoko.
PS. Popularniejszy kurczak zamiast indyka byłby lepszy, tylko niestety, zaczyna się na "k", jak "kanarek". Po angielsku też.
tichy, powtórzyłeś adres, który Jurek podaje w liście :)
Co do metody Moore'a, mój kolega z tutejszego instytutu był teksańczykiem wychowanym przez ucznia Moore'a. WIęc nieco o obu stronach metody porozmawialiśmy. Jeśli oceniać na przykładzie jego sposobu myślenia, przyniosło to nadmierny pociąg do formalizowania struktur i niedostatek motywacji pozamatematycznych.
Myślę, że wszelkie ciekawe i sensowne pomysły dydaktyczne maja skłonność do przeradzania się w nieżyciowe dogmaty. I tą uwagą antycypuję ducha mego kolejnego (przyobiecanego tu) wpisu. Bo wyznanie, że pognałem kupić bynajmniej nie znaczy, że od pierwszego rzutu oka stałem się jego wyznawcą. Po prostu uważam, że warto go szczegółowo przemyśleć. No i trochę tego przyszłego wpisu już tu napisałeś...
Lamentacje Lockharts'a tu: www.maa.org/devlin/LockhartsLament.pdf
Ma gość racje, i jej nie ma. Proponuje lekarstwo, które zarazem jest trucizną. Niby czysta plaża do stąpnięcia na nią, a nieopatrznego skuszonego czeka guick sand/i].
Andsolu, czy Ty wiesz, co to jest metoda Moore'a? To jest ten sam dzwon czy tez bęben, w który bije Lockhart.
Poza wyjątkami, gdy pracuje - katastrofa. Nie idei - praktyki.
Sam nie wiem, co lepsze i mniej szkodliwe. Ale z nieszczęsnymi produktami tych dwóch przeciwstawnych podejść mam na codzień do czynienia. I tyle wiem, że nie ma strychulca. Zastąpienie jednego drugim nie jest automatycznie świetnym pomysłem. Rzekłbym - kiepskim raczej.
Niby zawsze jest wyjaśnienie - balansu zabrakło.
Ano właśnie.