Rozdzielilem sie dzis z M&M's, dziewczyny poszly "gdzies", ja poszedlem zwiedzac okolice. W parku gdzie przesiadywali starsi ludzie widzialem jak namietnie graja w domino i karty. Wlasciwie kazde miejsce wolne od zgielku ulicznego zajete jest przez kogos kto gra w domino lub karty. Panowie zapraszali mnie do gry, ale bariera jezykowa nie pozwolila mi zrozumiec regul. Bylo troche smiechu. :)
Czestym widokiem sa takze ludzie cwiczacy Tai Chi Quan. Styl ten pozwala odprezyc sie psychicznie i ma wiele innych zalet. Ja w kazdym razie odprezony poczulem sie, juz tylko patrzac na wolne ruchu Pana ktory wykonal przedemna jedna z form Tai Chi Quan.
Na miejskim molo spotkalem Lu Shan, dziewczyne ktora nad brzegiem rzeki modlila sie za swojego zmarlego ojca. Modlitwa polegala na paleniu kadzidelek i rzeczy imitujacych dobra materialne, takie jak pieniadze, akcje i jakies srebrne kwadratowe karteczki. Lu Shan pozwolila mi w tej, jak sadze, waznej dla niej chwili, posiedziec obok siebie. Pozwolila mi nawet sie fotografowac. Mimo ze czulem sie jakos bardzo niezrecznie, zrobilem kilka zdjec.
Potem zaprosilem ja na kolacje. Dzieki niej zjadlem kilka bezmiesnych chinskich specjalow, o ktorych istnieniu wczesniej nawet nie wiedzialem :) Spedzilismy razem pol dnia, przechadzajac sie ulicami miasta i rozmawiajac. Troche trudno bylo nam sie porozumiec, bo jej angielski jednak jest bardzo slabiutki, ale z pomoca gestow, rysunkow dalismy sobie rade :) Jutro wybieramy sie razem na wycieczke po okolicy miasta.
Takze jutro jestem umowiony z pewnym francuzem ktorego poznalem wracajac do hotelu. Chlopak mieszka w Nanning, uczy tutaj jezyka francuskiego. Szkoda ze nie angielskiego, latwiej by sie zylo turystom w tym miescie :) Byl bardzo podekscytowany gdy uslyszal o naszej podrozy. :)
Ah, zapomnialbym o jednym ciekawym wydarzeniu. Widzialem kilka Pan sprzedajacych papierosy na chodniku. Papierosy byly luzem. Kupilem wiec kilka bo cena byla dobra. Ale w pewnym momencie podszedl jakis czlowiek i cos powiedzial do Pani, a ta nagle z wielkim strachem w oczach zaczela zbierac reklamowke z kramikiem z ziemi i chciala najnormalniej w swiecie uciekac :) Facet cos powiedzial znowu smiejac sie strasznie, Pani wrocila, nakrzyczala na niego i znowu rozlozyla towar. Gdy chcialem zrobic zdjecie, stanowczo odmowila cos mi tlumaczac. I tak zrobilem :) narazajac sie na jej zlosc wobec mojej osoby, ale zdjecie mam. Tylko nadal nie wiem czego jest to zdjecie. Moze jakies dragi?? Na wszelki wypadek nie bede palil tych papierosow :)
Niemoge teraz zamiescic zdjec bo komputer nijak nie chce dogadac sie z moim aparatem. Ale zrobie to wkrotce.
środa, 16 listopada 2005, indochiny