Gazeta.pl Forum Randki Gry Online Poczta
Komentujesz wpis:

Zamach na samorządność?

Autor:
Zapamiętaj Jeżeli się nie zalogujesz, przy twoim komentarzu pokaże się numer IP. | Załóż konto
Treść:
Formatowanie: [b] pogrubienie [/b], [i] kursywa [/i], [u] podkreślenie [/u], link: URL lub [a="URL"]tekst[/a]

Powiadamiaj mnie e-mailem o nowych:

Po skomentowaniu wracaj na stronę blogu

airborell

> Uczciwości się w dyskusji zachciało :) Czy dyskusja kiedykolwiek była uczciwa?

Nie oczekuję uczciwości od polityków. Oczekuję elementarnej uczciwości od ekspertów, takich jak Regulski właśnie. Oczekuję, że będzie dostrzegał plusy i minusy, a nie świadomie pomijał jedne, a uwypuklał drugie.
Wiem, że to naiwność. Ale niesamowicie to psuje debatę publiczną IMO.

2006/06/03 22:58:20

PAK4

1) Uczciwości się w dyskusji zachciało :) Czy dyskusja kiedykolwiek była uczciwa? Polityka podnosi poziom adrenaliny, angażuje myśli, by służyły uczuciom. Oczywiście, 'uczciwość' byłaby dobra, ale trzeba na nią zapracować.

2) Piskorski? Więcej nazwisk nie znam. Na pewno nie u mnie w mieście, gdzie od 1990 roku rządzą ci sami ludzie. Paru, uczciwszych odeszło, paru chętnych doszło. Ale grupa ta sama.

2006/05/29 10:06:09

airborell

To nawet nie tyle chodziło o poziom dyskusji, co o jakąś jej elementarną uczciwość. Jeżeli ktoś taki jak Regulski, będący w końcu ekspertem od samorządności, mówi, że czarne jest białe, to czego można oczekiwać od dziennikarzy czy polityków? A przecież kwestia ordynacji samorządowej to tylko pojedynczy, dowolnie wybrany przykład - to samo mógłbym napisać o awanturze o fuzję banków, podatku liniowym czy JOW-ach na przykład.

Ja też rozumiem ideę wyborów bezpośrednich jako próbę rozruszania wyborców. Tylko co z tego? Znasz prezydenta, radnych jak nie znałeś tak nie znasz, naturalną konsekwencją wprowadzenia bezpośredniego wyboru prezydenta jest to, że wybory do rady usuwają się niejako w cień. Co więcej - radzie oderwanej od zarządu trudniej jest kreować nowych liderów (tak swoją drogą, czy są w Polsce, przynajmniej w dużych miastach, jacyś liderzy wyniesieni _po_ 1990 roku? - bo mam wrażenie, że cały czas korzystamy z tej pierwszej fali samorządu, a następnych przez te kilkanaście lat w zasadzie nie było).

2006/05/26 21:00:53

PAK4

Widzę dwie tezy. Teza pierwsza brzmi: odwrót od wyborów bezpośrednich wójta/prezydenta gminy nie jest zły dla demokracji (bez podejmowania dyskusji, czy jest dobry dla sprawowania władzy). Teza druga, że poziom dyskusji politycznej w Polsce jest mierny.

I na wstępie odpowiadam, że z tezą drugą w pełni się zgadzam. A to, że nie każdą epokę stać na swego Tocqueville'a, nie może być dla nas obecnie usprawiedliwieniem.

Odpowiedziawszy na tezę drugą, mogę zająć się tezą pierwszą. Otóż sam nie wiem, co o tym myśleć. To na pewno prawda, że obecnie opłaca się wystawiać do wyborów głośnych i popularnych figurantów. Tak samo prawdą jest, że przypadki pochodzenia z różnych środowisk politycznych wójta i większości w radzie, prowadzą do paraliżu lokalnej polityki. Ale, czy my trochę nie mylimy przyczyn ze skutkiem?

Bo nasza lokalna polityka jest kiepska. I to przez figurantów z zewnątrz. Trochę to zrozumiałe -- to taka polityczna okręgówka, która powinna pozwolić wyłapywać polityczne talenty, co oznacza także spory napływ osób przypadkowych i zwyczajnie kiepskich.

Ale jaka powinna być na to rada? Wydaje się, że poziom dyskusji w mediach i poziom polityki, są ze sobą nierozerwalnie związane. Wątpliwe więc, czy da się podnieść jeden z nich samym wysiłkiem woli. Decyzję kiepskiego polityka, komentuje kiepski dziennikarz. No i wszystko to dociera do kiepskiego widza politycznej gry -- słowem -- obywatela. Przy wyborach kiepski obywatel 'kupuje' artykuły kiepskiego dziennikarza i daje sobie wmówić zalety kiepskiego polityka. I tak koło się zamyka.

Jedną z chorób, na które choruje polityka lokalna jest na pewno anonimowość. Bo ilu znamy radnych miejskich? Liczę w głowie i wychodzi mi, że może dwóch-trzech. Dwaj są z mojej dzielnicy i jako zajmujący czołowe stanowiska często pokazują się przy oficjalnych imprezach. Trzeci to mój lekarz rodzinny :) Jeśli się z nimi nie zgadzam, to na kogo mam głosować i co wiem o konkurentach? Życie polityczne praktycznie nie istnieje, media lokalne są słabe i politycznie zależne (prawdziwie zależne -- często za państwowe pieniądze robi się bezkrytyczną propagandę poszczególnym politykom), zaangażowanie społeczne bliskie zera.

I na tym tle rozumiem ideę wyborów bezpośrednich jako próbę rozruszania wyborców. Jeśli się głosuje nie na partię, a na człowieka, to trzeba wiedzieć kim on jest. A poza tym, co to znaczy w gminie, że ktoś jest z PO, PiS, SLD, Samoobrony, czy LPR? Może tyle, że PO, PiS i LPR zagłosują za pomnikiem JP2 na głównym placu, a SLD wstrzyma się od głosu. Głosujemy na sympatie, etykietki, nie na programy. Takie wybory stawiają wyższe wymagania wyborcom, zmuszając ich do aktywności. Tyle, że co to za różnica, czy poprzeczka wisi na wysokości metra, czy dwóch, skoro nikomu nie chce się skakać?

Pozdrawiam,

2006/05/26 13:49:13
Copyright © Agora SA | Ochrona prywatności | Kontakt