No i znowu czekamy.
Spokojnie siadamy w matatu. Czekamy na komplet pasażerów. Na dworcu - czekamy na autobus. W kafejce - na zapominalskiego kelnera. W pociągu - na odjazd opóźniony o 2-3 godziny.
Czas sie zatrzymuje. Nic nie jest ważne - pole pole (w suahili: spokojnie, powolutku) - tu czas afrykański.
Liczy się czas, gdy coś sie robi. Gdy nic sie nie robi - czas stoi w miejscu.
Siadam sobie. Coraz częściej udaje mi sie "wyluzować" . Nie patrzeć na zegarek. Pogrązam się w myślach i czekam...
Nic innego sie nie dzieje. Czas czekania wpisany jest w bieg/spokój życia.
HAKUNA MATATA (w suahili: nie ma problemu).
HAKUNA HARAKA (w suahili: nie ma pośpiechu).
Czekanie nie wydaje się tu refleksją. Nie jest to "rysowanie mandali", jak w Nepalu.
To Afrykańskie czekanie wydaje się być bezmyślne. To letarg - bezczas. Ale też spokój. Pogodzenie się z byciem po prostu?
PS.
"Czas miernik trwania, jest w antropologii jedną z kluczowych wartości tożsamości kulturowej, kształtujących życie jednostki i zbiorowości, do której ta przynależy, oraz ich stosunek do świata" (wikipedia;)
niedziela, 10 września 2006, kasiaimarek