Z niewielkim opóźnieniem nareszcie mogę trochę więcej napisać o komunikacji miejskiej. Nie ukrywam, że tu spotkało mnie największe zaskoczenie.
Już drugiego dnia mojego pobytu w Aarhus dowiedziałem się, że rok temu stanęły tam autobusy komunikacji miejskiej. Powodów było kilka, m.in. planowana prywatyzacja, bo autobusy miejskie w Aarhus to ostatnia w Danii spółka komunalna tego typu. Przejęciem spółki zainteresowana była m.in. Veolia Transport.
- Kierowcy w Aarhus mają chyba najlepsze w Danii zarobki, zarabiają 22-24 tys. koron brutto na miesiąc, obawiali się utraty przywilejów - mówi Niels Buch Johannsen, rzecznik prasowy ratusza. - Impulsem do strajku było zwolnienie jednego z pracowników, a reszta poszła za nim - dodaje. I autobusy przestały jeździć. - Ale nie wyglądało to tak drastycznie, jak w Kielcach, że stanęło całe miasto. Tu strajkujący najpierw na swojej stronie internetowej ostrzegali, które kursy i które linie nie będą kursowały. Potem stopniowo je wyłączano - opowiada Anna Buras-Knutsen, kielczanka od trzech lat mieszkająca w Aarhus.
Jak to wyglądało w Kielcach, pamięta chyba każdy mieszkaniec - najpierw był strajk ostrzegawczy, a potem stanęły wszystkie autobusy. Po tygodniowej blokadzie władze Kielc uruchomiły komunikację zastępczą.
W Aarhus komunikacji zastępczej nie było. - Wszyscy się przesiedli na rowery i do taksówek, To trwało około tygodnia - mówi pani Anna. Strajk się skończył, gdy miasto i załoga usiedli do rozmów. - Strajk przerwano, gdy zmieniono plan restrukturyzacji, ale przekształcanie spółki trwa nadal. Wszyscy już mieli dosyć tej sytuacji, ludzie nie wiedzieli, czy autobusy przyjadą, to było bardzo uciążliwe - mówi rzecznik Johannsen.
Teraz tamtejsza komunikacja miejska działa sprawnie - żółte autobusy są w środku bardzo czyste, chociaż większość z nich to wysokopodłogowe i dosyć wiekowe scanie. Pasażerowie karnie wsiadają tylnymi drzwiami, a wysiadają przednimi. Bilety można kupić w automacie znajdującym się z tyłu autobusu. Tam jest też umieszczona szczegółowa mapa połączeń, a w dodatku niemal wszyscy kierowcy wyczytują przez głośniki nazwę kolejnego przystanku. Z kierowcami bez problemów można się dogadać po angielsku. Rocznie na komunikację miejską Aarhus wydaje 147 mln koron, czyli ok. 75 mln zł. Dwugodzinny bilet upoważniający do jeżdżenia po czterech strefach miejskich kosztuje 18 koron.
wtorek, 13 listopada 2007, marcin.sztandera