Witam. Od czasu kiedy się ostatnio
odzywałem minęło duuużo czasu. Ale od
tego czasu, mniej więcej, byłem w Niemczech, w pracy. To w sumie było śmieszne,
gdyż w krótkim czasie dostałem kilka ofert. W Krakowie, do którego pojechałem
pod koniec lutego mnie olali. To znaczy chcieli mnie zatrudnić w Balicach w
porcie lotniczym, za 8 PLN brutto!!!!! HaHaHa. No oni się chyba z . na głowy
pozamieniali albo urwali z wysokiej choinki. Ale była lepsza opcja, bo gdy
jechałem do Krakowa, to za Jędrzejowem zadzwonił telefon od firmy, która od
dawna miała moje cv i od ręki proponowała mi pracę, tylko, że musiałem się zgłosić
na następny dzień z samego rana. Więc powiedziałem: ok., żeby mieć furtkę w
razie jakby co. I oczywiście wracając z Krakowa myślałem już o wyjeździe do
Starachowic, gdyż oni wysyłali przynajmniej do Niemiec.. Zajechałem do domu
koło 19, i . telefon. Normalnie nie mogłem uwierzyć. Praca w Hiszpanii. No,
ale tam miała być selekcja, więc rano pojechałem do Starachowic. Tam kazali
zrobić badania i czekać. W następnym dniu otrzymałem telefon, który
poinformował mnie, że wyjazd jest jutro o 17!!! No i zaczęło się pranie,
pakowanie, zakupy itd Ale nie żałuję, ponieważ jest ok. Duuuuuuużo lepiej niż
na Węgrzech. Mieszkam w hotelu, w którym pokoje są naprawdę lepsze niż w
niejednym polskim domu. Chociaż nie w moim ;) Ludzie super, kasa też, więc nie
mam powodów do narzekań. Byłem tam już ponad miesiąc i powoli zacząłem się
zżywać z tym miejscem. Nawet, gdy w moje urodziny nikt z kraju się nie odezwał,
to nie miałem dużej załamki. Chociaż na niektórych liczyłem. Ale gdy tylko moi
ziomkowie się dowiedzieli, to na moją cześć został zorganizowany grill na
prawie 20 osób. Czyli całe dwie zmiany. A to niby obcy ludzie. Jednak muszę
przyznać, że przyjęli mnie jak swojego. Gdy przyjechałem z Polski, a była to
niedziela, to mnie ładnie przywitali. Co prawda nie chlebem i solą, ale rosołem
i później piwkiem. Normalnie polska kuchnia ;) tak więc nie myślcie, że umarłem,
zniknąłem, porwali mnie kosmici, lub olałem bloga. Ja po prostu nie byłem
chwilowo obecny. Co prawda w Niemczech kafejek netowych jest od groma, ale
znacie moje lenistwo, więc wybaczcie chwilową nieobecność. Jestem od wczoraj i zamierzam jeszcze w święta cos napisać. Pozdrawiam.
Ramirez
sobota, 07 kwietnia 2007, ramirez_81