Piotr Maksymowicz powtórzył bezkrytycznie z aktu oskarżenia sprzed 30 lat niestworzone rzeczy, która zarzucała mi prokuratorka w PRL-u, a nie pomyślał, jakie to głupie, bezmyślne i bezczelne jest takie plucie na Polaka pod wiatr. Powiadomiłem przecież wyraźnie, i jest to napisane w wyroku, że sędzia zdjął ze mnie zarzut działania z pobudek chuligańskich. Ujął to w punkcie 1. orzeczenia na piśmie. Dlaczego Maksymowicz pomija ten zasadniczy dla orzeczenia sądu fakt i pluje się? Czy gdyby sędzia w 1978 roku, po 5 godzinach rozprawy (z przerwą na obiad), przy całym komforcie swojej pracy w PRL-u miał przed sobą inny, niż jasny, obraz pobitych po twarzy i skopanych oficerów Służby Bezpieczeństwa przez 24-letniego szczupłego poetę, studenta 4 roku Filologii Polskiej organizującego swoje środowisko w akcie solidarności ze śmiercią zabitego w Krakowie studenta Stanisława Pyjasa, to czy zdjąłby z tego człowieka zarzut chuligaństwa? W normalnym państwie, na całym świecie, w każdym urzędzie istnieje instytucja domniemania prawdy. Zakłada się, że oświadczenie Obywatela składane w urzędzie polega na prawdzie i na tej podstawie podejmuje się decyzje korzystne dla tego obywatele i zgodne z prawem. W każdym normalnym, demokratycznym państwie świata, każdy urzędnik opłacany co miesiąc z kasy podatnika, zakłada, że Osoba, która się do niego zwraca w jakiejś sprawie, jest osobą uczciwą, normalną i jej oświadczeń urzędnik nie podważa, bo jest normalnym urzędnikiem w normalnym państwie, a nie osobą zatrudnioną do odrzucania wniosków składanych przez obywateli i do podważania według własnego widzimisię wiarygodnych oświadczeń składanych przez tych obywateli. Piot Maksymowicz z Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych nie jest normalnym urzędnikiem, w przedstawionym rozumieniu, bo cieszy się najwyraźniej, że coś jednak w wyroku orzeczonym 30 lat temu znalazł niekorzystne dla pana Stefana Kosiewskiego, i pisze: " Sąd skazał Stefana Kosiewskiego na karę łączną 3.000 zł grzywny z zamianą w razie nieuiszczenia na karę zastępczą jednego miesiąca pozbawienia wolności, zasądził zadośćuczynienie na rzecz pokrzywdzonych oraz orzekł o kosztach". Hola, hola! Kto był pokrzywdzony w PRL-u? Kto się zwraca z wnioskiem do urządnika Piotra Maksymowicza? O jakich nawiązkach ten człowiek mówi? Należy przypuszczać, że tak jak nie każdy urzędnik wie, że kwitnący w tych dniach na biało holunder, czarny bez , " sambucus nigra" porastający skraje łąk, obecny w polskich ogrodach, nad oknami, płotami, przy drewnianych domach, sadzany był dla kwiatów i owoców, z których sok dobry jest..., ale i dlatego, że Germanie wierzyli, iż jest on ulubionym drzewem bogini Hola, opiekunki gospodarstwa i domu, a Polacy opowiadali, że pod tym to drzewem Matka Boża zrobiła sobie odpoczynek uciekając do Egiptu. Stefan Kosiewski oświadcza, że odszkodowań zasądzonych 16 marca 1978 roku na rzecz rzekomych pokrzywdzonych nigdy w życiu nie spłacał z jednej, prostej przyczyny: to Pan Stefan Kosiewski był pokrzywdzony przez Służbę Bezpieczeństwa jak jego Ojciec był pokrzywdzony przez Urząd Bezpieczeństwa, a ubowcy występujący w tym pięciogodzinnym spektaklu w roli pokrzywdzonych nigdy później nie wystąpili o zapłatę zasądzonych sum. Mieli widać więcej przyzwoitości, niż tzw. urzędnicy zatrudniani w Urzędzie ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych w kierowanej przez KOR-owców IV Rzeczypospolitej. Podpisujący się z upoważnienia Kierownika Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Piotr Maksymowicz pocza mnie, że jego decyzję odmowną mogę zaskarżyć - za jego pośrednictwem - do właściwego, miejscowego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w terminie 30 dni od dnia jej otrzymania. Jaki Sąd Wojewódzki w Polsce jest właściwy i miejscowy dla Frankfurtu nad Menem tego nie należy pozwalać ustalać bezczelnemu typowi pozbawionemu przyzwoitości, którą wykazywali się w czasach Gierka oficerowie Służby Bezpieczeństwa, a której nie ma dzisiaj szwendająca się po pijanemu w klinice okulistycznej w Katowicach jego córka, która bierze tam pieniądze nie za to, żeby leczyć swój alkoholizm, lecz żeby operować po trzeźwemu ludzi. Dlatego też m.in. nie wspominamy tutaj nazwisk tamtych ubowców, gdyż nie chodzi o to, żeby tylko jątrzyć, ale o to, że w piśmie z 28 marca 2007 roku Naczelnik Wydziału VII Departamentu Orzecznictwa Pani Urszula Olech uprzejmie i rzeczowo wskazała, iż "analiza nadesłanego materiału dowodowego wykazała, że prześladowania, których Pan doświadczył, nie zostały zaliczone przez ustawodawcę do kategorii represji, stanowiących podstawę nabycia uprawnień kombatanckich, o których mowa w cytowanej ustawie". Szanowna Pani Naczelnik, ustawa jest zła i należy ją zmienić, inicjatywa w tej sprawie winna wyjść od Prezydenta Rzeczypospolitej , który też złoczyńcom komunistycznym w mundurach powinien zabronić używania miana kombatanta. W Polsce wolnej i demokratycznej za kombatanta i ofiarę represji komunistycznych - zgodnie z tą złą ustawą - nie mogą być uważani m.in.: Janusz Krupski z Lublina, którego podobno ubecja czymś tam polała, tylko nie wnikajmy proszę, co na ten temat plecie Piotr Maksymowicz. Pomyślmy lepiej, że w Słupsku były działacz Solidarności Tadeusz Wołyniec, pobity niegdyś przez oficerów, dał się zasugerować prokuratorom z IPN, podał ubowców w IV Rzeczypospolitej do sądu i przegrał sprawę już w drugiej instancji, bo sąd orzekł, że ubowcy nie przekroczyli uprawnień. Szanowna Pani Naczelnik, wymagane obowiązującą ustawą oświadczenia dwóch świadków o pozostawaniu przeze mnie w PRL-u bez pracy z przyczyn politycznych składałem już w stanie wojennym dla potrzeb Terenowej Komisji Rozjemczej w Katowicach, która miała rozpatrywać mój pozew przeciwko Urzędowi Miejskiemu w Katowicach: Dowód: Oświadczenie red. Stanisława Piskora (tygodnik Poglądy)
Oświadczenie red. Andrzeja Babuchowskiego (tygodnik Katolik)
Oświadczenie red. Jana Stachowskiego (Wydawnictwo Śląsk).
http://rpo.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?155995 Dokumenty te powinny chyba być w Polsce w jakimś archiwum. Jestem urzędowo uznanym emigrantem politycznym w Niemczech. Spotykam się z wieloma ludźmi na różnych pozycjach. Patrzę udziom prosto w oczy, nie kłamę, nie mam nic do ukrycia. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że jakiś urzędnik, i to akurat z Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, może bez powodu chcieć poddawać w wątpliwość to, co mu się oświadcza po dobroci. Bardzo mi przykro, że jest Pani zmuszona współpracować z takimi ludźmi. Szczerze współczuję Pani z tego powodu.
niedziela, 20 maja 2007, kulturzentrum