Nic nie czuć, zamknąć swoje uczucia w dźwiękoszczelnej kapsule i umieścić ją na dnie serca, głęboko, tak żeby nie mogły odbić się od jego ścian nawet echem. Zabić w sobie człowieka, niech już nic nie stoi na przeszkodzie, by żyć pełnią życia, nie oglądając się na innych. Zapomnieć o dawnym sobie, rzucić w niepamięć wszystko co kiedyś, otrząsnąć się z letargu paraliżującego egoizm. Dryfować samotnie w kompletnej beznadzieji, bo po co komu nadzieja:/ Być niczym żywy trup, który ma tylko jeden cel: zaspakajanie własnych pragnień! Wreszcie, niszczyć po drodze innych, którzy potrafią kochać, wykorzystać ich do swoich celów, ośmieszyć ich przed innymi, by samemu się wzmocnić. Niech ich cierpienie będzie tylko grą planszową, w której pionki przesuwają się zgodnie z życzeniem poruszającej nimi dłoni. Śmiać się do rozpuku z porażki "przyjaciela", zagłuszając własną. Zrobić wariata w oczach innych z osoby, która nam się naraziła, tak by ją zdyskredytować lub parszywie nakłamać o niej, choć wiadomo, że nie można niczego udowodnić. Słowo przeciw słowu, puste serce przeciw miłości, uczciwości i delikatności, martwe oczy przeciw żarowi innych oczu.....
Czy kiedyś się zmienimy?
wtorek, 03 października 2006, umbra3